Kwaterunek cz. 1

Był już wieczór. Zofia wraz z mężem Marcinem przygotowywali się do kolacji. Życie w niewielkim domu na uboczu, nieopodal małego miasteczka nie było ekscytujące. Miało jednak tę zaletę, że trwająca od dwóch lat okupacja nie dawała im się zbytnio we znaki. Czasem wprawdzie pojawiały się problemy z zaopatrzeniem w żywność, ale wspólnie z mężem jakoś sobie z tym radzili. Zofia miała szczęście, udało jej się zatrudnić w urzędzie powiatowym. Była obrotną kobietą, więc załatwiła Marcinowi pracę w tartaku. Dzięki temu mógł od czasu do czasu wymienić drewno na trochę pszenicy albo innych dóbr. Niekiedy mogli prawie zapomnieć o tym, że toczyła się wojna. Jednak pamięć o kilkorgu znajomych, rozstrzelanych za współpracę z partyzantami, brutalnie im o tym przypominała. Tego dnia mieli się przekonać, że okupacja dotyczy także ich.

Zofia właśnie kroiła chleb, gdy przez okno dostrzegła kilka ciężarówek podjeżdżających pod dom. Po chwili rozległo się donośne stukanie do drzwi.
– Mówiłam ci, żebyś nie pomagał tym z lasu. To się musiało tak skończyć! – powiedziała do męża ze strachem.

– Nie denerwuj się. Przecież nie wiadomo, o co chodzi – odpowiedział Marcin, ale jego mina świadczyła o tym, że sam jest przestraszony. Wstał i poszedł otworzyć drzwi.

Zofia usłyszała tupot wielu ciężkich butów, a po chwili zobaczyła, jak żołnierze wprowadzają jej męża do izby. Umundurowani mężczyźni ustawili ich w kącie i stanęli przy drzwiach z odbezpieczoną bronią. Zdenerwowana kobieta stała obok męża, trzymając go mocno za rękę i czekając na to, co się wydarzy. Po dłuższej chwili do pokoju pewnym krokiem wszedł wyprostowany mężczyzna. Od razu znać było, że to ktoś ważny. Tym, co przykuło uwagę Zofii, były jego wypolerowane na błysk czarne, ciężkie buty, a także idealnie dopasowany mundur. Imponująca sylwetka i wyczuwalna charyzma nie pozostawiały wątpliwości – to nie był pierwszy lepszy oficer. W oczach i w zachowaniu żołnierzy wyraźnie widać było respekt, z jakim się do niego odnosili. W dziwny sposób przyciągał także uwagę Zofii. Jednak jego spojrzenie budziło grozę. Kiedy popatrzył na Zofię, poczuła, że uginają się jej kolana. Choć przestraszona, ciągle powtarzała sobie, że to tylko rutynowa kontrola i że za chwilę żołnierze opuszczą jej progi. Oficer rozejrzał się po izbie, podszedł do ściany i jakby mimochodem wziął do ręki opartą o nią szpicrutę. Zofii zrobiło się bardzo nieswojo. Dostrzegła od razu, jak dobrze leży mu ona w ręku. Pewno nie raz używał podobnych akcesoriów. Wolała nie myśleć w jakim celu. Gdy wolnym krokiem podszedł do stojącej w kącie pary, oboje wstrzymali na chwilę oddech, a ich dłonie zacisnęły się.
– Co my tu mamy? – zastanawiał się na głos oficer. Zofia z zapartym tchem obserwowała, jak spoglądając na nich, poklepuje sobie szpicrutą wnętrze dłoni. – Skąd to przerażenie? Coś do ukrycia? A może pomagacie bandytom?

Zofia była pewna, że ów człowiek czerpie przyjemność z posiadanej władzy. W pokoju zapanowała cisza. Marcin zaczął dukać pod nosem:
– Ależ panie oficerze… My nikomu nie pomagamy, sami ledwo wiążemy koniec z koń…
– Milczeć! – przerwał posiadacz szpicruty. – Już ja was dobrze znam! Wszyscy macie coś na sumieniu! – powiedział, po czym odwrócił się i mniej stanowczym tonem dokończył: – Przejmujemy dziś ten budynek jako kwaterunek dla żołnierzy. I rekwirujemy żywność. – Po czym zwrócił się do swych podwładnych: – Przeszukać budynek.
– Ale my sami nie mamy… – zaczęła protestować Zofia. Natychmiast tego pożałowała. Mąż próbował ją uciszyć, ale oficer zdążył się już odwrócić i utkwił w niej mrożące krew w żyłach spojrzenie. Opuściła głowę, nie na długo jednak. Mężczyzna końcem szpicruty podniósł jej podbródek do góry, tak by patrzyła mu prosto w oczy. Zofia czuła strach, ale i oburzenie wobec takiego traktowania przypadkowych ludzi w ich własnym domu. Dotarło do niej wszakże, że on to robił, bo po prostu… mógł, a ona musiała być posłuszna. Boleśnie przypominał o tym wyczuwalny na szyi nacisk końcówki szpicruty. Jej gniew oraz chęć sprzeciwu były teraz bez znaczenia. Nie mogła zerwać kontaktu wzrokowego z tym groźnym mężczyzną.
– Jakieś problemy?! – zapytał. Zofia zrobiła bezsilną minę. Kątem oka dostrzegła, że żołnierze wyciągają z kredensu zapasy. Na szczęście była przezorna i większość z nich poukrywała gdzie indziej. Tymczasem oficer wciąż patrzył na jej twarz. W jego spojrzeniu wyczuwała przede wszystkim władczość, ale też jakby nutę zainteresowania. Instynktownie wypięła biust i przekręcając lekko głowę, odsłoniła więcej szyi. – I tak wiem, że macie więcej, pochowane – dokończył oficer spokojniejszym tonem, po czym cofnął szpicrutę i odwrócił się.

Jeden z żołnierzy podszedł do Zofii i Marcina. Powiedział:
– Możecie odejść. W stodole jest miejsce. I nie próbujcie opuszczać posesji.
Marcin, trzymając za rękę swoją żonę, skierował się do drzwi. Jednak oficer odwrócił się w ich stronę i oznajmił:
– Dama zostaje.
Wyglądało na to, że jej mąż chce się sprzeciwić. Zofia popatrzyła na niego wzrokiem mówiącym: „nie rób awantur, poradzę sobie”. W końcu, popychany lufami, posłusznie opuścił pokój.

Kobieta została, zewsząd otoczona przez żołnierzy. Jej niepokój nasilał się. Na szczęście mundurowi nie zwracali na nią uwagi, zajęci jedzeniem. Czuła się coraz bardziej zagubiona, stojąc na środku izby i nie wiedząc, co się zaraz stanie. Dopiero gdy żołnierze spałaszowali już wszystko, co udało im się znaleźć, oficer przypomniał sobie o jej istnieniu. Wstał od stołu i podszedł do niej.
– Gdzie sypialnia? – spytał bezceremonialnie.
Zmieszana, wskazała drogę na piętro.
– Tu… Zaprowadzę pana oficera – powiedziała, siląc się na spokojny ton.

Niepewnie odwróciła się i podążyła w stronę schodów. Słyszała za sobą odgłos jego ciężkich butów, a na szyi niemal czuła jego oddech. Wiedziała, że ciągle ma tę szpicrutę w dłoni. Gdy wchodziła do sypialni, poczuła się bardzo niepewnie. Przypomniała sobie o zainteresowaniu, jakim przedtem ją obdarzył. Starała się jednak zachować możliwie racjonalnie.
– Tutaj – wydusiła z siebie. – Przepraszam za nieporządek, ale nie spodziewaliśmy się…

Gdy zobaczyła, jak zamyka drzwi, umilkła. W pokoju zapanowała cisza. Zofia zerknęła prędko na szpicrutę i przełknęła ślinę. Nie chciała nawet myśleć, co może się wydarzyć, jeśli sprowokuje jej posiadacza. Na szczęście, oficer rozejrzał się tylko po pokoju, popatrzył na ich małżeńskie łóżko, sprawdził ręką, czy jest dość wygodne, po czym skupił uwagę na biurku i krześle pod ścianą. Zofia w tym czasie stała cicho, trzymając jedną dłoń na zapięciu swej bluzeczki, a drugą na sięgającej do połowy łydek spódnicy. Dopiero po chwili oficer zwrócił na nią uwagę i zbliżył się. W tym momencie jego spojrzenie było inne niż wcześniej. Zofia dostrzegła różnicę i przeszły ją ciarki. Gdy stał tuż przed nią, z trudem zachowywała pozory spokoju.

Był wyższy od jej męża. Gdyby nie sytuacja, w jakiej się znajdowali, Zofia mogłaby nawet uznać go za przystojnego. Widać było, choćby po samym mundurze, wypolerowanych na błysk guzikach i butach, że należy do lepszych sfer. Jednak gdy stał tak blisko, Zofia odczuwała jedynie strach. Cisza stawała się coraz bardziej nieznośna. W końcu oficer odezwał się.
– Jest w porządku. Podoba mi się tu. Idę wydać komendy, a ty pościel w tym czasie łóżko.
– Tak. Oczywiście – powiedziała Zofia. – Jesteśmy gościnni i niczego nie powinno tu panu oficerowi zabraknąć. Jeśli trzeba wyprać mundur czy cokolwiek innego, to służymy pomocą.
Nawet przez chwilę nie pomyślała, by w jakikolwiek sposób się sprzeciwiać. Odwróciła się powoli i zajęła pościelą.
– Nie jestem wymagający. Miesiące na froncie mnie zahartowały – odpowiedział krótko. Zofia poczuła, że gdy tak pochyla się nad pościelą, on patrzy na jej tyłek. Jej mięśnie napięły się, a ruchy spowolniły. Na szczęście, po chwili oficer przestał się gapić. Odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła, że podąża w stronę drzwi. Lecz zanim wyszedł, zatrzymał się przy stojącej obok szafce.

Wtedy stało się coś, co sprawiło, że Zofii zrobiło się gorąco. Oficer otworzył szafę i szybko przejrzał jej zawartość. Wyciągnął batystową halkę – jedną z lepszych, jakie miała Zofia – cisnął ją na łóżko i rozkazał:
– Załóż to.
Po czym wyszedł.

A Zofia została sama, oszołomiona ostatnimi słowami oficera. Spojrzała na halkę i przełknęła ślinę. Nie wiedziała już sama, co gorsze. Czy to, gdy była tu z oficerem, kiedy emocje w niej szalały? Czy też teraz, w samotności, będąc atakowana własnymi myślami, po tym, co usłyszała? Podświadomie chciała zająć czymś głowę i z większym zapałem kontynuowała ścielenie łóżka. Nie wiedziała dlaczego, ale zależało jej, by wszystko było perfekcyjnie ułożone. Tak, jakby bała się wyjść na złą gospodynię, choć przecież – jakie to miało znaczenie? Przynajmniej choć na moment nie musiała myśleć o swojej sytuacji. W końcu, gdy wszystko było już gotowe, usiadła na idealnie pościelonym łóżku, a jej wzrok znów spoczął na halce. Dopiero teraz wróciła do niej świadomość powagi jej położenia.

Czuła wewnętrzny sprzeciw wobec tego, do czego ją zmuszano, jednak gasł on wobec wymowy faktów. Do tej pory głównie swojemu rozsądkowi zawdzięczała to, że jakoś sobie radzili w trudnych czasach. Położywszy dłoń na czole, próbowała zebrać myśli. Doskonale rozumiała, że nie ma innego wyjścia, jak tylko uległość wobec życzeń oficera. Westchnęła, zacisnęła zęby i zaczęła rozpinać bluzeczkę. Widząc swoje podporządkowanie, ponownie odczuła napływ buntu, ale kontynuowała bezsilnie przygotowania. Gdy jej piersi zostały obnażone, popatrzyła na nie. Pełne, o niemalże białej skórze… Wtedy przypomniała sobie silne, szorstkie dłonie oficera i jej serce zabiło szybciej.

Po paru chwilach została w samych majtkach. Pośpiesznie nałożyła na siebie halkę. Na szczęście nie była mocno przeźroczysta, ale i tak widać było pod nią zarys jej ciała. Sutki odznaczały się wyraźnie na gładkim materiale. Sięgała jej do połowy ud. Kolejna sprawa nie dawała Zofii spokoju. Zaczęła gorączkowo zastanawiać się, co zrobić z majtkami. Sama świadomość, że byłaby przy tym strasznym oficerze w samej halce, bez niczego pod spodem, powodowała nieprzyjemne wzdrygnięcie się. Ale z drugiej strony bała się zostawić je na sobie. Przecież wskazał jej, co ma założyć. O majtkach nic nie wspominał. Czy zostawienie ich na sobie nie rozzłości go i nie pogorszy sytuacji?

W końcu poddała się i wsuwając dłonie pod halkę, niezdarnie opuściła bieliznę w dół ud. Miejsce, gdzie rosły jej włosy łonowe, odznaczało się od reszty przez lekko prześwitujący materiał. Dziękowała Bogu, że mąż jej nie widzi w tej chwili. Położyła się na wznak na łóżku. Widząc, jak materiał układa się na jej ciele i przylega do niego, poczuła się niemal jak naga. Położyła więc jedną dłoń na swym łonie, a drugą na piersiach, zasłaniając swe kobiece atrybuty. Leżąc tak, czekała, a czas wlókł się bardzo powoli. Każda sekunda trwała niemal wieczność.

W końcu usłyszała kroki. Drzwi się otworzyły i oficer wszedł do pokoju. Spojrzał na nią. Ten jego wzrok, niemal nie wyrażający emocji, był dla niej jak uderzenie pioruna. Serce w niej zamarło, gdy patrzyła, jak jego spojrzenie błądzi po jej ciele. I wtedy – czy to ze strachu, czy z jakiś innych powodów – dłonie Zofii odsunęły się na bok. Patrzyła, jak sutki zaznaczają swa obecność, wypychając materiał. Czuła, jak halka przylega do jej łona, wybrzuszając się w tamtym miejscu, wypychana kępką loczków. Wrażenie niemal kompletnej nagości powróciło. Tym razem jednak było gorzej. Czuła na sobie wzrok groźnego, odzianego w mundur oficera, którego ciężkie, czarne buty przy każdym kroku głucho dudniły o posadzkę. Podświadomość zabraniała jej się ponownie zasłaniać. Jeszcze przed chwilą, podczas rozbierania, czuła wewnętrzny bunt. Teraz pojęła, że lepiej odłożyć honor na bok. Że okazując swą słabość i respekt, będzie bezpieczniejsza. Mogła tylko tak leżeć w bezruchu i czekać. Zauważyła, jak patrzy na jej biodra. Nie wiedzieć czemu pomyślała, że jego dłonie wyglądają na bardzo mocne. Znów przeszły ją ciarki.

Tymczasem mężczyzna odwrócił się i podszedł w stronę biurka. Wyciągnął z czarnej skórzanej teczki, którą przyniósł ze sobą, plik jakiś papierów i zaczął je przeglądać z widocznym niezadowoleniem. Krzesło nieco skrzypiało, co najwyraźniej irytowało go jeszcze bardziej. Zofia obserwowała zmagania oficera z raportami. Przy którymś papierku zdenerwował się mocniej. Bała się, że jego nastrój może obrócić się przeciw niej, dlatego leżała cicho jak trusia. Jednak oficer nie zwracał na nią w tym momencie uwagi. Donośnym głosem zawołał swego adiutanta. Zofii nie umknęło jego ukradkowe spojrzenie, gdy podchodził do biurka. Dziwnie się czuła, leżąc tak w oczekiwaniu na swój los, przy całkowicie obcych ludziach. Kiedy adiutant stanął przy oficerze i w jego stronę poleciały dziesiątki ostrych słów związanych z raportami, zbladł i całkowicie zapomniał, że obok znajduje się niemal naga kobieta.

Zofia ponownie była wdzięczna opatrzności za to, że mąż nie może jej teraz oglądać. Ale wkrótce stało się to, czego nawet nie śmiała się obawiać. Zwierzchnik odprawił swego adiutanta, lecz zdenerwowany skrzypieniem krzesła zawołał za nim, by sprowadził Marcina w celu dokonania naprawy. Oficer wstał i podszedł do okna. Kobieta wpadła w panikę. Nie wiedziała, co robić. Nie chciała, by maż ujrzał ją w takim stanie, ale bała się zasłonić czy nawet poruszyć. Chcąc nie chcąc, nadal leżała, a oficer wpatrywał się w ciemność nocy. Jedyne, na co się odważyła, to odwrócenie się od drzwi. Ale i tak gdy te się otwarły, kątem oka zauważyła, jak Marcin opuszcza wzrok. Nie patrzyła, jak idzie z narzędziami do krzesła i naprawia je. Przełknęła ślinę, słysząc uderzenia młotka. Nie chciała nawet myśleć, co może w tym momencie czuć jej mąż, widząc żonę leżącą posłusznie w samej halce przy obcym mężczyźnie. Teraz jeszcze bardziej niż wcześniej krępowało ją to, że czerń jej łona prześwitywała przez materiał. Nawet Marcin spojrzał na ułamek sekundy w tamto miejsce, po czym zacisnął zęby, zajęty pracą.
– Nie guzdraj się tyle z tym – warknął podniesionym tonem oficer.
Po jakimś czasie Marcin poinformował:
– Gotowe. – Podniósł się z kolan. Na ułamek sekundy jego spojrzenie padło na żonę, a potem przeniosło się na oficera. W jego oczach zapłonęła nienawiść. Tamten dostrzegł to. – Mogę już iść?
– Chwilę – odpowiedział oficer. Ściągnął buty i rzucił mu pod nogi. – Mają być wypolerowane na rano. Na błysk. – Przez chwilę obserwował twarz jej męża, po czym dodał, patrząc mu prosto w oczy: – Tej nocy każdy będzie miał jakieś zajęcie.

Zofia czuła narastającą, bezsilną złość. Marcin stał, milcząc. W końcu opuścił wzrok, schylił się i podniósł buty. Gdy wychodził, zostawiając ją sam na sam z oficerem, w jej oczach stanęły łzy. Z jednej strony rozumiała, że nie miał innego wyboru, ale z drugiej poczuła do swego męża żal o to, że nic nie uczynił. Wszystko to sprawiło, że z pełną mocą pojęła, jak bezbronna jest wobec oficera. Skoro jej mąż był wobec niego tak uległy, cóż mogła ona? Znowu została sam na sam z oprawcą, który nadal stał przy oknie. Wiedziała już z całą dobitnością, że on może tu zrobić wszystko.

Popatrzył na jej stopy i obnażone kolana. Widać było, że mu się podobają. Oglądał jej gładkie, jasne uda, po czym jego spojrzenie powędrowało odrobinę wyżej, niemal wnikając pod halkę. Na chwilę w głowie Zofii pojawił się obraz tego, co zaraz się wydarzy. Wzdrygnęła się, ale – co dziwne – poczuła wilgoć między udami.

Wtedy właśnie oficer, ciągle w nią wpatrzony, nie rozbierając się nawet, podszedł do łóżka. Gdy się nad nią pochylał, zaczęła wpadać w panikę. Pomimo lęku jej ciało podjęło próbę obrony. Instynktownie skuliła się i zasłoniła rękami. Zdawała sobie przecież sprawę, że to na nic. Wiedziała, że bez względu na to, co uczyni, on i tak weźmie sobie, czego tylko zapragnie.

Jednak mężczyzna nie miał najmniejszego zamiaru się siłować. Złapał zaskoczoną Zofię za włosy i odgiął jej głowę do tyłu. Zrobił to bardzo fachowo. Czuła ból tylko wtedy, gdy się wyrywała. Mimowolnie uniosła ręce do głowy. Jej nagie, przykryte jedynie zwiewną halką ciało zostało pozbawione jakiejkolwiek obrony. Była bezsilna. Jedyne, co jeszcze mogła zrobić, to zacisnąć uda.

Nie widziała, co się dzieje poniżej. Poczuła tylko jego drugą dłoń na swym kolanie. Przytrzymując ją za włosy, dotykał uda, cały czas przyglądając się jej z zainteresowaniem. Jego dłoń, gładząc delikatną, gładką skórę, przesunęła się wyżej. Nie miał zamiaru odmawiać sobie pełni przyjemności. Podciągnął powoli jej halkę do góry, na brzuch, odsłaniając wszystkie sekrety Zofii.
– Ależ… – Zdołała tylko bezsilnie zaprotestować.
– Jakiś problem? – zapytał retorycznie.

Przyglądał się, jak jej owłosienie łonowe układa się w tak przyciągający męską uwagę trójkącik. Kruczoczarne loczki nie były wystarczająco gęste, by ukryć w pełni jej szparkę, która wydawała się tak bezbronna przy dłoni oficera. Mężczyźnie jednak było mało i podciągnął boki halki, by obnażyć także jej krągłe biodra. Jeszcze przed chwilą ślęczał nad raportami i wymyślał swoim podwładnym. Teraz, nawet pomimo munduru, nie wyglądał jak groźny oficer, a jak chłopak zaciekawiony kobiecymi sekretami, zwykle zazdrośnie skrywanymi. Zofia zacisnęła uda, chcąc ukryć choć trochę swej nagości przed jego głodnym jej wzrokiem. Ale on znowu nie miał zamiaru siłować się. Wiedział dokładnie, jak postępować. Pociągnął ją mocniej za włosy, wyginając jej głowę bardziej do tyłu i spokojnym tonem zakomenderował:
– Rozszerz. – Nie popuszczał uścisku na jej włosach. Wiedziała, co musi zrobić, żeby poczuć ulgę. Jej uda rozwarły się lekko, ale to mu nie wystarczyło. Nie w głowie mu były żadne zabawy w kotka i myszkę. Chciał mieć wszystko podane jak na tacy.
– Podkurcz je i szeroko! – Była bezwolna w jego rękach. Czuła, że jest całkowicie poddana jego władzy, a on zamierza ową władzę wykorzystywać. Jej uda podkurczyły się i rozchyliły. Teraz była całkowicie, w najbardziej bezwstydny sposób otwarta. Uścisk jego dłoni na włosach nareszcie lekko osłabł. Kątem oka widziała, jak z zainteresowaniem patrzy na jej odsłoniętą teraz w pełni cipkę i pupę. Wstydziła się, ale w obawie, że znowu szarpnie ją za włosy, nie śmiała zaciskać ud. Zaraz poczuła jego szorstkie palce na delikatnej skórze koło odsłoniętego tyłka.
– Nie… proszę… – To było wszystko, na co mogła się zdobyć. Nie przyniosło to zresztą żadnego rezultatu. Wstrzymała oddech, gdy poczuła, jak jego chropowate palce przesunęły się na delikatną przestrzeń między jej pupą a cipką. Serce podeszło jej niemal pod gardło, ale on uśmiechnął się tylko z politowaniem.
– Cichutko – powiedział, gładząc ją tam z wyczuciem, sprawdzając i oceniając zalety gospodyni domu. – O, tak dobrze. Leż tak. – Jego palce nie przejmowały się jej wstydem i kobiecą wrażliwością. Z wielkim zainteresowaniem badał swojego jeńca. Przesuwał palcami po jej delikatnej skórze, nie zważając na ciche postękiwania.
– Proszę… – wykrztusiła, czując, jak jego dłoń przesuwa się w stronę szparki. Palce oficera zanurkowały w gęstwinie loczków, wywołując niesamowite ciarki między udami.
– Przestań marudzić – powiedział tonem, jakby nie działo się nic strasznego. Wtedy poczuła jego dłoń na swojej cipce. Gładził bezczelnie jej wargi, przyglądając się im i chwytając je od czasu do czasu palcami. – Tak właśnie – powiedział. Mimo coraz mocniejszych, nieznośnych ciarek, które czuła w podbrzuszu, nie miała odwagi zacisnąć ud. Raz tylko spojrzała w dół i zobaczyła swoje otwarte bezwstydnie wnętrze i błądzące po nim palce mężczyzny. Wtedy właśnie rozszerzył ją. To, czego wtedy doświadczyła, sprawiło, że aż jęknęła. Poczuła, jak zalewa ją wilgoć.
– No i widzisz, co tu się dzieje? – powiedział, uśmiechając się z satysfakcją. Zofia poczuła wstyd, jednak nie śmiała zacisnąć ud.

Ciągle trzymając ją za włosy, w drugą dłoń wziął szpicrutę. Kobieta, widząc to, wstrzymała oddech. Szeroko otwartymi oczyma patrzyła, jak zbliża końcówkę szpicruty do jej nagiego tyłka. Miała wielką ochotę go zasłonić, lecz on rozkazał:
– Podnieś wyżej.
Zofia chcąc nie chcąc uniosła pupę do góry. Z zapartym tchem obserwowała, jak oficer czubkiem szpicruty gładzi jej pośladki. Nie zważając na jej minę, wsunął końcówkę między nie i dotknął nią zaciśniętej tylnej dziurki. Drażnił ją tam chwilę z zaciekawioną miną, słuchając jej pojękiwań. Nagle zamachnął się i wymierzył jej uderzenie w tyłek. Choć sprawiło mu to widoczną przyjemność, poprzestał na jednym razie. Bawił się jeszcze jakiś czas, drażniąc jej intymne miejsca końcówką szpicruty i delektując się pełnią władzy. W końcu puścił ją i odsunął się.

Gdy oswobodził jej włosy, Zofia momentalnie zacisnęła uda, na powrót zakrywając się halką. Oficer wygodnie rozłożył się na posłaniu. Zawstydzona kobieta kuliła się, nie mogąc dojść do siebie po tym, co przed chwilą jej robił. Oficer wszakże nie przejmował się wstydem swej ofiary.
– Przynieś mi wody – polecił.

Wciąż zmieszana, podniosła się z łóżka. Zakrywając się, jak tylko mogła, podeszła do stołu, na którym stał dzbanek z wodą oraz kubki. Mogła do woli zaciskać uda, ale nie sposób było przegnać wspomnień tego, czego właśnie doświadczyła. Próbując ukryć swoje zmieszanie i stłumić szalejące emocje, powiedziała:
– Kubki są trochę poobijane, nie wiem, czy mogą…
Oficer tylko westchnął.
– Po prostu pić mi się chce.

Zofia zerknęła na niego, gdy nalewała wodę do kubka. Zauważyła, że i on na nią patrzy, z dużo większym niż przedtem zainteresowaniem. Skuliła się odrobinę, choć nie na wiele mogło się to zdać. Gdy jego spojrzenie powędrowało w dół, bezwiednie zasłoniła się dłonią. On tylko uśmiechnął się, jakby mówiąc: „I po co to zasłanianie – i tak za chwilę będę robił tam, co zechcę”. Znowu przeszły ją ciarki. Kiedy ruszyła w jego stronę z pełnym kubkiem w dłoni, pojęła, że razem z wodą przynosi mu też siebie. Oddaje mu się do pełnej dyspozycji. To było najgorsze.
– Nie wiem, czy nie za ciepła. Rano ze studni przyniesiona, to odtajała… – mówiła, idąc w stronę oficera, który patrzył na nią z błyskiem w oczach. Zdawało się, że każdy jej ruch wzmagał jego pragnienie. A wiedziała, że czegokolwiek on tu zapragnie, to dostanie to lub weźmie.
– Nie przejmuj się wodą – rzucił, taksując Zofię spojrzeniem.
– Proszę – powiedziała , podając mu kubek i siadając obok.
– Dziękuję. – Wypił duszkiem, do dna. Odłożył kubek i zwrócił się w jej stronę: – No, to starczy na dziś tych uprzejmości.

Jego oczy zmieniły się. Dokładnie wiedziała, co to dla niej oznacza. Jeszcze próbowała się odsunąć, lecz podziałało to jak płachta na byka. Złapał ją, zdecydowanym ruchem pchnął plecami na łóżko i przygniótł swoim ciałem. Chciała zaprotestować, ale złapał ją za nadgarstki i unieruchomił je nad jej głową. Wtedy dopiero zaczęła się naprawdę wyrywać. Wywołało to tylko lekceważący śmiech. Patrząc jej w oczy, ze spokojem, metodycznie i stanowczo wciskał swe biodra między uda kobiety. Nagle przypomniała sobie, jak kazał Marcinowi wyczyścić sobie buty i jak ten posłuchał… To wspomnienie sprawiło, że w jej głowie zawirowało. Uda same się rozchyliły. On oczywiście wdarł się między nie bez skrupułów. Czuła, jak ociera się o jej wnętrze, co wywoływało niezwykłe ciarki. Walczyła z tym uczuciem, jak mogła. Ciągle się wyrywała, lecz nie zaciskała już ud, a przynajmniej robiła to tak nieporadnie, że oficer nie miał kłopotów z utrzymaniem jej rozwartej dla siebie.

– O tak… właśnie tak – szepnął, widząc pierwsze oznaki załamywania się oporu. Zofia czuła się podle. Jeszcze raz zebrała siły i próbowała zacisnąć nogi. Oczywiście nie pozwolił jej na to. Bezsilna i otwarta przed swym oprawcą, poczuła smak porażki. Kapitulacja z jednej strony przerażała, a z drugiej wywoływała niesamowitą ekscytację. Walczyła z nią ostatkiem sił. Znowu przypomniała sobie palce oficera na swych wargach. Instynktownie rozchyliła uda, a on naparł, pełen pożądania. Zdobywał ją stopniowo, konsekwentnie. Wreszcie jej nogi uniosły się i… objęła go nimi. To, czego doświadczyła, porzucając wszelkie pozory sprzeciwu, przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Nie potrafiła sobie odmawiać tych dreszczy, które czuła za każdym razem, gdy ocierał się rozporkiem o jej odsłonięte wnętrze. Ich usta złączyły się na chwilę. Kiedy poczuła, że jego język łączy się z jej własnym, całkiem straciła panowanie nad sobą. Na jego twarzy nie dostrzegła żadnych oznak zaskoczenia. Nawet na moment nie stracił pewności, że w końcu zatriumfuje. Ale to już jej nie obchodziło. Chciała tylko się ocierać o niego odsłoniętą cipką i czuć jego język w ustach.

Dopiero teraz zaczął okazywać przyjemność. Nie doceniła go wszakże, był bowiem znacznie bardziej perfidny, niż mogła podejrzewać. Gdy całkiem już mu uległa, zaczął się powoli cofać. Teraz to ona napierała na niego swą rozwartą szparką. On delikatnie odsuwał się, ale na tyle tylko, by mogła go dogonić. Patrzył, jak kobieta podąża za nim, unosząc swe biodra i patrząc błagalnym wzrokiem. Zofia z jednej strony czuła się podle wobec swojego męża, lecz z drugiej świadomość tego, co właśnie czyni, w dziwny sposób podniecała ją jeszcze bardziej.

Wtedy oficer zszedł z niej i położył się obok. Zofia poczuła się dziwnie. Dopiero w tym momencie dotarło do niej, co zrobiła. Świadomość wywołała napływ wstydu. Jej twarz spochmurniała, a uda zacisnęły się. Oficer skwitował to uśmiechem.
– Lubię tutejsze kobiety – powiedział. – Wiedzą, wobec kogo okazywać posłuszeństwo.
Zofia odwróciła wzrok. Czuła się coraz bardziej winna, .
– No dobra… – powiedział w końcu. – Teraz daj ładnie dupkę.
Zofia zawahała się, lecz tylko na chwilę. Zaraz przekręciła się na bok, wypinając pośladki w stronę oficera. Ten rozpiął guziki od spodni i wydobył z nich penisa. Czekała w bezruchu, aż wreszcie ją posiądzie. Mężczyzna spokojnie złapał ją za biodra i przyciągnął ku sobie dłońmi. W końcu poczuła, jak w nią wchodzi, sycąc się jej ciałem. I co najdziwniejsze, zaczęła odczuwać chęć, by sprawić mu wiele rozkoszy.

Oficer naparł mocno. Jego członek zanurzył się głęboko w pochwie Zofii.
– O tak… – wysapał – Nie bierz tego do siebie. Ale wiesz, że mi się należysz. Branie kobiet stąd to element utrzymania porządku. A teraz dupka bardziej do mnie.
Zofia posłusznie wypięła się mocniej. Czuła, jak jego penis penetruje ją głęboko, jak on zdobywa ją pod każdym względem. Trzymając za biodra, regularnie nadziewał ją na siebie. Czuła, jak intruz czerpie przyjemność, wbijając się w jej wnętrze. I choć gdzieś w głębi tlił się w niej jeszcze opór, to ciało czyniło wszystko, by dać mu tej przyjemności jeszcze więcej. Zaczęła po cichu pojękiwać podczas mocniejszych pchnięć. Chciała, by słyszał te jej jęki.

Gdy w pewnym momencie przerwał i wyszedł z niej, ogarnęło ją poczucie straty, zupełnie jakby była niekompletna bez jego penisa w sobie. Oficer podszedł do okna i otworzył je.
– Gorąco tu jak cholera – powiedział, po czym wrócił do łóżka.
Wtedy właśnie usłyszała dobiegający z szopy odgłos polerowania butów. Wiedziała, że to jej mąż. W pierwszej chwili poczuła żal, ale zaraz poczuła jeszcze większą chęć oddania się oficerowi, jakby to miało zagłuszyć szalejące w jej głowie sprzeczne emocje.

Oficer położył się na wznak, opierając głowę o brzeg łóżka. Jego penis sterczał do góry, w pełnej gotowości.
– Wskakuj – powiedział – zrobię sobie tobą dobrze.
Zofii nie trzeba było powtarzać. Ciągle słysząc odgłos szorowania butów, zrzuciła z siebie halkę, i całkiem już naga wsunęła się na oficera. Usiadła na jego biodrach, plecami do jego twarzy. On na wpół siedząc, na wpół leżąc, złapał ją od tyłu pod uda, rozsunął je i podniósł ją do góry, jakby nic nie ważyła. Następnie mocno nadział ją na siebie.

Ponownie to poczuła. Na krótką chwilę ucichł harmider nieznośnych myśli, poczucia winy i złości na samą siebie. Liczyło się tylko to, że mu się oddaje, tu i teraz. Że on nadziewa ją na siebie, wykorzystuje niczym przedmiot, unosząc w górę i opuszczając w dół. W tej pozycji nie miała praktycznie żadnej kontroli. Była nabijana jak szybko i głęboko chciał, nawet nie mogła ułożyć się tak, by było jej wygodniej. Oficer naprawdę pragnął ją penetrować. Doskonale czuła jego naprężonego penisa.

Nagle dostrzegła ich odbicie w lustrze. Wyraźnie widziała, co jej robił. To jak nagą i rozwartą unosi ją i opuszcza na siebie. To, że nie ściągnął jeszcze nawet munduru. To, jak jej piersi podskakują bezwstydnie przy każdym podrzuceniu. Znowu zaczęła coraz głośniej jęczeć. Kiedy jej głos stał się tak donośny, że było go słychać na dworze, dźwięk szorowanych butów ucichł. Wiedziała, co to oznacza, ale nie potrafiła w tym momencie zachowywać się inaczej. Jej jęki stawały się przeciągłe. Gdzieś z dołu dobiegł śmiech żołnierzy, ale w tym momencie było jej wszystko jedno. Nie potrafiła ukrywać coraz intensywniejszej rozkoszy. Gdy doszła, całkowicie straciła kontakt z rzeczywistością. Dźwięki, które wówczas z siebie wydała, sprawiły, że nawet żołnierze na dole ucichli. Jeszcze nigdy, przy żadnym mężczyźnie nie przeżyła czegoś takiego. Oficer dochodził wraz z nią, wciąż trzymając jej ciało w stalowym uścisku. Jak przez mgłę czuła jego impulsy w sobie…

Dopiero po paru minutach wróciła jej świadomość. Leżała u boku mężczyzny, który właśnie ją posiadł. Wcześniej, ogarnięta pożądaniem, mogła nie myśleć o tym, co czyniła. To właśnie było jej wybawieniem. Teraz, gdy rozum powracał, ogarniało ją przerażenie. Czuła się coraz gorzej. Wspomnienia budziły wstyd oraz poczucie winy. Oficer leżał obok. Miał zamknięte oczy, oddychał głęboko. Nie miał już na sobie munduru. Dopiero w tym momencie Zofia na powrót zrozumiała to, co przedtem było dla niej oczywiste: ten człowiek to oprawca jej i Marcina. Przejął ich dom, zabrał jedzenie dla swoich ludzi, mógł ich rozstrzelać dla zwykłego kaprysu. Wziął ją bez pytania o zgodę, w ogóle nie przejmując się mężem… Ona natomiast… nazywając rzeczy po imieniu, bez opamiętania dawała mu dupy. Wyrzuty sumienia stawały się nie do zniesienia. Nagle pojęła, co może zrobić, by to wszystko zniknęło, by nie myśleć więcej o tym, jak zachowywała się wobec niechcianego gościa. Wiedziała, że tylko na chwilę zdoła ukoić te rozterki, ale i tak musiała to zrobić.

Włożyła głowę pod pierzynę i zaczęła ulegle lizać jego penisa. Oficer otworzył tylko jedno oko i zaraz je zamknął. Zofia poczuła, że to, co robi, rzeczywiście daje jej ukojenie. Choć był już wyeksploatowany i oklapły, jej starania, by sprawić mu więcej przyjemności, w jakiś tajemny sposób pozwalały nie myśleć o konsekwencjach swoich działań. Ten bezrozumny stan był wszystkim, czego teraz chciała. Przez krótką chwilę myślała o mężu znoszącym niewygody w szopie, podczas gdy oficer urządził tu sobie miły wieczór. Skoncentrowanie się na tym, co czyniła, pozwalało uporać się z natrętnymi wyrzutami sumienia. Mężczyzna leniwie delektował się jej pieszczotami przed snem, a ona lizała, lizała i lizała, a jej oczy coraz bardziej zamykały się. W końcu zasnęła tak z ustami przy jego kroczu.

Gdy obudziła się rano, oficera nie było już w łóżku. Narzuciła na siebie szlafrok. Słyszała na dole odgłosy zamieszania. Żołnierze najwyraźniej zbierali się do wyjazdu. Wspomnienia poprzedniego wieczoru wracały do niej, ale odpychała je od siebie. Po pewnym czasie usłyszała kroki na schodach. Drzwi otworzyły się, stanął w nich jej mąż. Milcząc podszedł do łóżka i usiadł na nim. Zofia poczuła narastające poczucie winy. Wyraz jego twarzy tylko pogarszał sprawę. Postanowiła jednak stawić opór.
– Wiesz, że to nie ma znaczenia – powiedziała.
– Jasne – przerwał jej z wyrzutem.

Zdecydowała, że nie da się stłamsić. Wstała i z góry spojrzała na męża.
– Oboje wiemy, że wszystko było wymuszone. I nic nie znaczy! – powiedziała hardo.
– Ale… – Marcin próbował oponować.
– Zamknij się! – ucięła stanowczo. – Nie mam zamiaru wysłuchiwać od ciebie jakichkolwiek pretensji!
Twarz Marcina sposępniała. W jego oczach stanęły łzy.

Zofia podeszła do męża i położyła mu dłoń na głowie.
– Nie ma się co mazgaić. Przyjechali i odjeżdżają. Tyle.
Ale Marcin całkiem się rozkleił. Zofia odwróciła się i podeszła do szafy. Zaczęła wybierać ubrania, które założy.
– W każdym razie nie życzę sobie jakichkolwiek wyrzutów. – Jej ton nadal był stanowczy. – Jeśli cokolwiek usłyszę, nie ręczę za siebie. Rozumiesz?! – chwilę czekała na odpowiedź, po czym powtórzyła: – Rozumiesz?
– Tak – opowiedział, spuszczając głowę.

Zofia ubrała się i podeszła do męża. Ucałowała go w czoło i powiedziała:
– No już dobrze. I nie mazgaj się.
Po tych słowach wstała i poszła do drzwi. Marcin ruszył za nią.
Na dole nie było już żołnierzy. Słyszała, jak na dworze pakują się do ciężarówek. Zostawili za sobą bałagan. Z pomocą męża zabrała się do sprzątania. Kiedy się z tym uporali, Zofia wyszła przed dom. Ujrzała płomienie ogarniające dom stojący kilka zagród dalej. Znała trochę tych ludzi. Wiedziała, że żołnierze mieli dobre powody, by podłożyć ogień.

Wtedy zauważyła oficera. Stał przy ciężarówce. On również na nią spojrzał. Przywołał ją palcem do siebie. Gdy stanęła obok, znów popatrzyła w stronę płonących budynków.
– To byli dobrzy ludzie.
– Bandyci – odpowiedział sucho oficer. – Znaleźliśmy tam parę ulotek. Będzie nauczka dla wszystkich wokół.

Zofia zacisnęła tylko zęby.

Zmierzyła go spojrzeniem i znowu przeszły ją ciarki. Przypomniała jej się ich poprzednia noc. Przypomniała sobie, jak wypełniał ją swoim penisem. Czuła odrazę do tego człowieka za to, że z taką łatwością, bezwzględnie spalił domostwo tamtych ludzi. Ale gdy poczuła jego dłoń na pośladku, nie odsunęła się.
– No, jak dupka po wczorajszym? – zapytał.

Nie odpowiedziała. Choć nie miała ani krzty sympatii dla tego człowieka, to jednak zerkając na jego krocze i czując dłoń ugniatającą jej tyłek, była coraz bardziej podniecona. Oficer zachowywał się tak, jakby należała do niego. Ona zaś zdawała sobie sprawę, że w istocie tak właśnie jest. I co najdziwniejsze, te myśli sprawiły, że bardzo szybko zwilgotniała.

Oficer puścił ją. Przez chwilę marszczył czoło, spoglądając w stronę płonących budynków.
– Taki mój obowiązek. Muszę tu utrzymywać porządek – powiedział. Zabrzmiało to trochę jak tłumaczenie. Zofia zdziwiła się, że ktoś taki czuje się zobowiązany, by zrelacjonować przed nią swe motywy. W dodatku przez krótką chwilę patrzył na nią bardzo dziwnie.

Zaraz jednak twarz oficera zobojętniała. Odwrócił się i wszedł do swojego auta na miejsce pasażera. Gdy odjeżdżali, obserwowała go, jak zapatrzony przed siebie, znika gdzieś w oddali. Zaintrygowało ją to ostatnie poświęcone jej spojrzenie. Ale gdy odjeżdżał, już się nie odwrócił.

Kiedy ostatnia ciężarówka znalazła się już daleko, Zofia wróciła do domu. W oczach męża dostrzegła coś, co się jej nie spodobało. Sama odpowiedziała mu tak bezwzględnym spojrzeniem, że odwrócił się i bez słowa poszedł się zająć własnymi sprawami.

cdn.