Kwaterunek cz. 2

Minęło kilka tygodni. Oboje niemal zapomnieli o tej sprawie. Jednak wszelkie zaloty męża były odtrącane. Zofia powiedziała mu, że ma traumę po tamtym dniu i że dużo czasu potrzeba, by doszła do siebie, a on to zrozumiał. Dni mijały spokojnie pośród pracy, zdobywania żywności i tak w kółko. Główną rozrywkę stanowiło słuchanie nowych wieści na temat sytuacji na dalekim froncie. Zarówno oficjalne rozgłośnie jak i te z Londynu, nie miały pocieszających informacji. Trzeba było przyzwyczaić się do sytuacji i jakoś układać sobie w niej życie.
Zofia miała głowę na karku i rzetelnie wykonując swoje obowiązki w pracy dbała o posadę, która pozawalała na zawieranie wielu pożytecznych znajomości. Często dostawała a to kiełbasy, a to kaszanki ze drobne przysługi. Mimo wojny można by powiedzieć, że ich codzienne życie było całkiem znośne. Nawet działania partyzantów ostatnimi tygodniami zanikły, po szeroko zakrojonej akcji wojsk okupacyjnych. Nie obyło się bez publicznych rozstrzelań, pokazówek. Ale najgorsze było to, że ludzie zdawali się być już przyzwyczajeni do tego. Godzili się z sytuacją i opór był coraz słabszy.
Mimo tych wcześniejszych tragicznych wydarzeń, szara codzienność jednak była szarą codziennością. Zofii zwyczajnie brakowało rozrywek, które pamiętała z czasów przed wojną. Wcześniej wychodzili czasem z mężem gdzieś do pobliskiego miasteczka, a to na cotygodniowy jarmark, a to do cyrku, gdy odwiedził ich rejony. Teraz jedyną okazją dla Zofii, by mogła się ładnie ubrać i pokazać wśród ludzi, były coniedzielne msze w pobliskim kościółku. Ale jak to kobieta, także w domu starała się wyglądać zawsze schludnie i ładnie.
Mijały kolejne tygodnie. Wydawało się, że wszystkie sprawy wracają do normy. Życie Zofii trafiło na dawne tory, Zajmowała się pracą, a po przyjściu do domu, wspólnie cieszyli się frykasami, jakie dostała w łapówkach od okolicznych rolników. Czasem tylko patrzyła gdzieś w dal przez okno zamyślona. Gdy Marcin pytał, o czym tak duma, odpowiadała wymijająco. Postanowiła być szczęśliwa. Codziennie rano mówiła sobie jak jej się dobrze powodzi w tych warunkach. Ma dach nad głową, dobrego męża, pełne talerze.
W tym czasie nasiliły się w okolicy działania ruchu oporu. Pewnego dnia odczuła to także Zofia. Była przerażona, gdy w drodze do domu zaczepiło ją dwóch mężczyzn. Spodziewała się najgorszego, gdy zbliżali się do niej pośpiesznie na pustej drodze. Gdy grzecznie, ale stanowczo zapytali, czy mogą dołączyć w jej spacerze była tak przerażona, że nie mogła wydusić z siebie słowa. Szybko i bez ogródek przeszli do rzeczy. Starszy z nich powiedział wprost, że interesują ich dokumenty z urzędu, puste druki, które może stamtąd wynieść i kilka innych drobnostek. Gdy Zofia poznała zamiary mężczyzn, jej strach minął. Najpierw grzecznie odmówiła, a gdy ci zaczęli naciskać, powołując się na jej obowiązki wobec ojczyzny, sugerując że kto nie jest z nimi jest przeciwko, nie wytrzymała i wybuchła. Wypaliła że to nie jej wojna tylko ich, że sobie nie życzy żadnego nagabywania w pustych uliczkach i niech jej dadzą święty spokój, po czym oddaliła się szybkim krokiem, zostawiając zdezorientowanych mężczyzn.
Mimo to pojawili się znowu i znowu. Zachowywali się grzecznie i nie zrażały ich jej reprymendy. Znowu odmówiła. Jednak po kolejnej serii rozstrzelań w miasteczku, przyniosła kilka czystych podstemplowanych druków, o które prosili i tak dostała kryptonim Marian. Coraz częściej pomagała tajemniczym gościom. Bała się, lecz widok kolejnych osób ładowanych na ciężarówki przez żołnierzy okupantów wpływał na nią mobilizująco. Nasilające się represje, które miały pokazywać miejscowym, gdzie ich miejsce dopingowały ją. Zresztą, coraz bardziej nie mogła zrezygnować z dodatkowego dreszczyku emocji, jaki czuła za każdym razem, kiedy wynosiła w swej torebce coś cennego.
Było coś jeszcze, co pchało ją do działania. Dostrzegła, jak jeden z tajemniczych mężczyzn o imieniu Tomasz obserwował ją przy każdym spotkaniu. Zresztą on też zwrócił jej uwagę, swym wyglądem, słownictwem i manierami. W jakimś stopniu podobała jej się ta uwaga, którą jej poświęca. Złapała się na tym, że czasem czeka na spotkanie, by znowu poczuć na sobie jego wzrok. Dbała bardziej o swój wygląd w dniach, gdy miała przekazywać dokumenty, a takie detale jak rozpięty guziczek stały się u niej normą. Czasem, gdy ich spojrzenia spotykały się, dostrzegała w jego wzroku to, co sprawiało, że dreszcze przechodziły jej ciało.
Pewnego dnia jak zwykle szła na miejsce spotkania. Miała w torebce kilka ważnych dokumentów, co sprawiało, że czuła się wyjątkowo podenerwowana. Chciała mieć to jak najszybciej za sobą. Jednak akurat tego dnia sprawy potoczyły się inaczej. Serce podeszło jej do gardła, gdy zobaczyła kilka podjeżdżających ciężarówek z żołnierzami, którzy zajęli kilka sąsiednich przecznic. Jej przerażenie sięgnęło zenitu, gdy zobaczyła jak mężczyźni w mundurach zbierają wszystkich cywilów pod ścianą. Jej także to nie ominęło. Poczuła uderzenie kolbą, które popchnęło ją w stronę reszty. Po chwili wszyscy stali w rzędzie, a lufy karabinów były skierowane w ich stronę. Wtedy właśnie zauważyła, jak po kolei cywile są przeszukiwani, a to, co mają ze sobą ląduje na ulicy. Mimowolnie przyciągnęła torebkę z niebezpieczną zawartością do siebie. Pewien cywil, u którego coś znaleziono został wyciągnięty przed szereg. Dostał od jednego z żołnierzy w twarz tak, że się skulił, a po kolejnym uderzeniu padł na ziemię. Dwa następne kopniaki wymierzone przyłapanemu z towarzyszącymi im wyzwiskami sprawiły, że Zofia zaczęła odchodzić od zmysłów ze strachu. W końcu żołnierz przycisnął butem pojmanego i z zniesmaczoną miną ściągał ubrudzoną krwią, czarną skórzaną rękawice.
Wtedy go poznała. To był on… oficer. Osobiście nadzorował akcję. Odepchnął butem leżącego i wskazał swym żołnierzom, by wciągnęli go do wozu. Wtedy on także ją zauważył. Zatrzymał na niej swe spojrzenie i wolnym krokiem ruszył w jej kierunku. Jego twarz była zimna i nie zdradzała emocji. Gdy stanął naprzeciw Zofii, wstrzymała oddech i opuściła przestraszony wzrok. Oficer złapał ją za przedramię i wyciągnął z tłumu, Kobieta obawiała się najgorszego. Jednak on minimalnie uśmiechnął się i wskazał, by szła obok niego. Zanim ruszył nakazał podwładnym, by kontynuowali przeszukania.
Nie wyglądało na to by chciał jej coś zrobić, więc Zofia odrobinę uspokoiła się. Jednak teraz doszło do niej nowe, nieprzyjemne uczucie. Szli razem wzdłuż stojących cywilów jak na spacerze. Zwykle była ładnie ubrana, a jej obcisła spódnica sprawiła, że wyglądała dziś atrakcyjnie. Przy każdym kroku jej pupa poruszała się w niezwykle przyciągający sposób. A teraz idąc przy oficerze czuła na sobie pogardliwe spojrzenia innych. Zapewne widok tak ponętnej kobiety i wzgląd okazany przez oficera musiał być odebrany jednoznacznie. Każdy miał już wyrobioną opinię jak na to ulgowe potraktowanie zapracowała.
Zofia odetchnęła z ulgą, gdy oddalili się z tamtego miejsca. Stanęli w pustej uliczce i wtedy oficer odezwał się surowym tonem:
– Stąd już sobie poradzisz. Ja muszę wracać. Widzisz, ile mam tu z wami roboty. – Zofia spojrzała na jego dłoń, z której ściągnął rękawiczkę i przełknęła ślinę. Przypomniało jej się, jak brał ją bezceremonialnie i serce w niej mocniej zabiło. Bała się, że znowu jest w opałach. Lecz tym razem nie patrzył na nią w ten sposób. Być może dlatego, że co innego miał teraz w głowie. – Kiedy nauczycie się w końcu, że lepiej pogodzić się z losem? – zapytał retorycznie z niesmakiem.
– To nie jest wasz kraj i nigdy nie będzie – Zofia zdumiała się nad własną odwagą.
On tylko się skrzywił i opowiedział z sarkazmem.
– Mówisz? – chwilę stali w milczeniu. Patrzył na nią z góry, a ona wytrzymywała jego spojrzenie. – A teraz lepiej się stąd zmywaj.
Kobieta zastygła na chwilę, jakby na coś czekając. W jakiś dziwny sposób ubodło ją, że nie patrzył na nią tak jak wtedy i nic od niej nie chciał. Powinna czuć przecież ulgę, ale wcale tak nie było.
Zofia westchnęła i powoli obróciła się. Oficer także zamierzał odwrócić się i wracać do swych obowiązków, ale jego wzrok na ułamek sekundy wylądował na jej pośladkach.
– Poczekaj jeszcze chwilę – powiedział władczo i przyciągnął ją tyłem do siebie.
– Co robisz? – zapytała Zofia, czując jak dłoń oficera wsuwa się pod jej sukienkę i szuka dostępu pod majtki.
– Chwilę no – powiedział tylko – nie wierć się tak! – dodał rozkazująco. Zofia nie miała odwagi zaprotestować. Oficer w końcu wsunął swą dłoń pod jej bieliznę i złapał za jej nagi pośladek. Delektował się chwilę jego miękkością i sprężystością. Wiedziała, że przed chwilą tą dłonią brutalnie wymierzał kary jej rodakom, ale teraz zajmowała się jej pupą. Nie tak brutalnie, choć także stanowczo. Czuła się całkiem w jego garści, co wywołało powrót dziwnych odczuć w podbrzuszu.
– Co z tamtymi będzie? – zapytała, by ochłonąć.
– Nie chcesz wiedzieć – odpowiedział oficer ciągle zajęty jej pupą. – Zresztą nie twój interes – mówiąc to uścisnął mocno jej pośladek, a jego wzrok zmienił się. – Świetny… teraz do mnie dotarło, że tobie jeszcze w tyłek nie wsadziłem. I chcę tego.
Zofia osłupiała na moment. W głowie jej się nie mieściło, że coś takiego mógłby ktoś zrobić kobiecie. Próbowała go odpychać z przestraszoną miną, ale robiła to nieporadnie.
– Uspokój się no! – powiedział zdecydowanie. Pewnym ruchem włożył dłoń między jej uda i złapał ją stanowczo za włosy łonowe. Zofia jęknęła. Przestał ją przyciągać do siebie, więc chciała się wyrwać, ale trzymał ją mocno za loczki między udami.
– Jesteś perfidna… – Zofia zawiesiła głos.
– …”świnia” chciałaś powiedzieć? – oficer uśmiechnął się. Po czym spoważniał i dodał – tak przynajmniej nie będziesz wierzgać. A teraz słuchaj. – Trzymając ciągle Zofię od tyłu za jej włosy łonowe, zaczął poruszać powoli jej lekko wypiętą pupą na boki i do góry. – Irytuje mnie to twoje wierzganie. Nie mam zamiaru się z tobą nigdy siłować. Rozumiesz? – Kobieta poddawała się prowadzeniu przez niego z lekkimi oporami, ale jego dłoń w tamtym miejscu i to jak ją odczuwała, wywoływały u niej uczucia zniewolenia. Budziło to w niej z jednej strony złość. Ale świadomość, że złość ta jest i tak bez znaczenia, wzmacniało tylko uczucie podległości. I uczucie to wywoływało u niej kolejne fale ciarek. Przestała się całkiem wyrywać. W pewnym sensie wręcz poczuła coś w rodzaju respektu, wobec tego, jak sprawnie potrafi on zniewolić kobietę jednym ruchem.
– Myślisz, że to w porządku tak przyjeżdżać i brać, co się chce?! – zapytała poddenerwowanym tonem.
On tylko uśmiechnął się.
– Nie dbam o to, co jest w porządku – powiedział – kobiety należą się zwycięzcy. Tak zawsze było, jest i będzie.
– Nie jestem rzeczą, która można brać – opowiedziała. – To nieludzkie.
Oficer pociągnął lekko za jej włosy.
– Wojna jest nieludzka, egzekucje sią nieludzkie, wszystko, co nas otacza jest nieludzkie. A ja w tym nieludzkim świecie… pragnę cię znowu posiąść. I mogę.
Dotyk jego dłoni stykającej się ze najintymniejszym miejscem, wywoływał bezwiedną chęć ucieczki. Ale trzymał ją za jej delikatne włosy jak jakiegoś zwierzaka. Traktował ją, jakby każda jej część należała do niego. I rzeczywiście to właśnie Zofia poczuła. Zaprzestała najmniejszych prób wyrywania się. Wiedziała, że to i tak nie ma sensu. Po prostu cipka w jego dłoni była w pełni jego własnością. A co najdziwniejsze, należenie w ten sposób do niego wywołało u niej fale ciepła rozchodzące się po całym ciele. Bycie w ten sposób zniewoloną było dziwnie ekscytujące.
– Zadowolony?! – zapytała.
– Lubię tak – odpowiedział. Po chwili dodał – tak właśnie przesłuchuję kobiety. Wyciągnął w końcu dłoń z jej majtek. – Zresztą, ty też lubisz wypinać dupę do silniejszego i nic na to nie poradzisz – patrzył jak Zofia nerwowo poprawia bieliznę pod sukienką. – Jesteś tylko kobietą.
– Myślisz, że możesz mnie mieć całą? Że przez to będę naprawdę twoja? Że..
Oficer nie miał zamiaru tego słuchać i przerwał jej wywód.
– I w końcu ci to zrobię, o czym mówiłem wcześniej. A teraz zmykaj. Musze nauczyć szacunku kilku z waszych.
Odwrócił się na pięcie i ruszył uliczką powrotem do swych żołnierzy zostawiając oszołomioną kobietę.
Stała tam jeszcze chwilę, po czym ruszyła do siebie. Po drodze minęły ją ciężarówki z żołnierzami, które wiozły także pojmanych cywili. Minął ją także samochód osobowy prowadzony przez szofera. Kątem oka dostrzegła w nim z tyłu oficera i… jedną z kobiet, która także była wśród aresztowanych. Tamta wyglądała na przejętą. Zapamiętała ją, gdyż była dosyć atrakcyjna. Zofia nie wiedziała, dlaczego tamta tam siedzi, ani po co jadą, ale jej zęby zacisnęły się bezwiednie.

——————————————————–

Zofia jeszcze kilka dni była przejęta sytuacją. Myślała o słowach oficera. O tym jak ją trzymał. Potem jej myśli zaczęły krążyć wokół jego słów, co zrobiłby z jej tyłkiem. Było to tak okropne, że aż dla niej niepojęte. Kiedy o tym myślała, w głowie pojawiały się natarczywe, przerażające obrazy. Aż wzdragała się na samą myśl, ale z drugiej strony wizje te było jej ciężko odgonić. Nie mogła pojąć, że takie coś mogłoby się wydarzyć. Ale przypomniała siebie, że oficer mówił, że tego nie zrobił jej. “Znaczy, że innym kobietom robił takie rzeczy?” – myślała z trwogą. Wyobraziła sobie, że jest na miejscu jednej z tych kobiet i że on do niej się po to zbliża. Że nie ma żadnej możliwości, by się ochronić, może tylko czekać na swój los. Że to już tuż, tuż za chwilę się stanie. Ciarki, jakie wtedy przeszły jej ciało były niemal nie do wytrzymania. I wtedy przyszło jej do głowy, że była ciekawa, co by wtedy odczuwała. W chwili, gdy on się przymierza, a ona sama wypina się, patrząc do tyłu.
W tym momencie uświadomiła sobie, że on pewno to wcześniej czy później zrobi. Że to się stanie naprawdę. Orgazm, jaki przeżyła myśląc o tym, że właśnie on jej to zrobi, równał się niemal tym poprzednim, którego z nim doświadczyła.
Na drugi dzień wstydziła się swych myśli. Jednak mijały kolejne dni, a te obrazy powracały. Czasem mniej, czasem bardziej intensywnie, lecz nigdy nie znikały.
Ludzie z ruchu oporu skontaktowali sie z nią ponownie po pewnym czasie. Tym razem wyglądali na bardziej przejętych i zmęczonych. Teraz potrzebowali jej bardziej niż przedtem. Od kiedy oficer objął teren pod swoją kuratelę, przyszły gorsze czasy. Radził sobie dobrze z tłumieniem najmniejszych oznak buntów.
Pewnego dnia nie pojawili się na miejscu spotkania. Dopiero, gdy była niedaleko domu zauważyła ich ukrywających się w zaroślach w pobliżu drogi. Przyśpieszyła kroku nie reagując na ich wezwania, zła, że próbowali kontaktu tak niedaleko jej posesji. Miała się nie zatrzymywać, lecz dostrzegła, że kolega Tomasza krwawi. Wtedy, nie myśląc wiele, pomogła zawlec rannego do swojego domu. Wiedziała, że to szaleństwo, ale działała instynktownie i nie mogła przejść obok obojętnie.
Marcin nie wyglądał na zadowolonego, gdy zobaczył gości, z którymi Zofia pojawiła się w domu. Jednak znał swój obowiązek. Zaprzągł konia do furmanki i pojechał do miasteczka po opatrunki. Zofia zajęła się chorym jak mogła, po czym razem z Tomaszem zanieśli go na strych.
– Tu będzie bezpieczniej – powiedziała, gdy odsapnęli na górze. Ranny był nieprzytomny, ale wyglądało, że jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Draśnięcia były powierzchowne. Jednak utrata krwi wymagała odpoczynku. Tomasz zapalił papierosa i westchnął siedząc na skrzyni ze starymi gratami.
– To było straszne – powiedział – wielu chłopaków zginęło. Zaskoczyli nas w nocy. – Mówił powoli bez emocji. – Działali metodycznie i bez litości. Jest coraz gorzej odkąd on tu jest. To skurwiel, jakich mało.
Zofia wzdrygnęła się. Wiedziała, o kim mówi. Pomyślała o tym, co strasznego musiało zdarzyć się w lesie, o tym, jak traktował złapanych na łapance i zrobiło jej się przed sobą wstyd, że wieczorami rozmyśla o tym, jak by brał ją wsadzając penisa w jej tyłek. A najgorsze było to, że mimo tego wszystkiego poczuła znowu ciarki na samą myśl.
Postanowiła odpędzić od siebie czym prędzej te obrazy. Popatrzyła na Tomasza. Widać było, że pochodzi z inteligenckiej rodziny, a jedynie okoliczności sprawiły, że wylądował w lesie. Zauważyła, że on także ją obserwuje. Gdy jego wzrok spoczął na jej kolanach, zacisnęła je bezwiednie i zasłoniła brzegiem sukienki.
Na strychu zapanowała niezręczna cisza. Aby ją rozładować, Zofia wstała i otwarła szafę ze dawno nienoszonymi ubraniami.
– Chyba będzie tego potrzebował – powiedziała – bo te jego są w strzępach. Gdy tak grzebała w ubraniach, usłyszała kroki Tomasza. Była pochylona, gdy stanął za nią. Poczuła ciarki na skórze. Wyprostowała się mimowolnie. – O, ta będzie jeszcze dobra – powiedziała niepewnie trzymając w dłoni koszulę.
Wtedy właśnie poczuła dotyk jego dłoni na swym przedramieniu. Nie zareagowała od razu, co ośmieliło Tomasza. Złapał ją za biodra i przysunął usta do jej szyi.
– Tak… wiem… to nie czas i miejsce, ale … wiesz jak działasz na mnie. Każdy twój gest doprowadza mnie do szaleństwa – usłyszała jego szept i poczuła jak przyciąga ją do siebie. – Tracę zmysły, gdy jesteś obok… – Zaczął całować jej szyję. Zofia przymknęła oczy i przez chwilę nie oponowała. Wtedy zaczął całować jej ramię.
W tym momencie wyrwała się i odsunęła na bok.
– Nie… – powiedziała stanowczo – nie można tak… – idąc w stronę chorego rzuciła – masz rację. To nie czas i miejsce i nie wracajmy już do tego.
– Wiem, że nie chodzi o męża – powiedział hardo Tomasz. – Chodzą słuchy… że był tu… – Zofia wstrzymała oddech. – Widziano cię także z nim w czasie łapanki. Wyglądało, że masz u niego szczególne względy.
Kobieta nie wiedziała, co powiedzieć. W jej głowie szalało tysiące myśli. Ale nie była z tych, co łatwo dadzą się zbić z tropu. Wzięła głęboki oddech i odwróciła się w stronę Tomasza. W jej wzroku nie widać było cienia niepewności. Powiedziała głośno i wyraźnie.
– Tak. Bierze mnie kiedy chce i jak chce. – Po chwili dodała, wskazując dłońmi swe ciało – bierze, co najlepsze, tak, jak mu się podoba. – Po chwili dodała – pewno jak wiele innych w okolicy. – Po chwili spuściła z tonu i usiadła na łóżku. – Zresztą, to nie ja jestem od tego, by bronić tutejsze kobiety.
Tomasz patrzył na nią. W jego wzroku było widać wiele emocji. Wyglądało, jakby chciał coś jeszcze powiedzieć. Zofia bała się tylko jednego pytania. Nie miała zamiaru z niczym kluczyć ani kręcić. Nie chciała więc, by zapytał czy… było jej wtedy dobrze. Sama sobie nie chciała zadawać tego pytania, więc nie musiała wprost wyartykułować w myślach odpowiedzi. Ale gdyby musiała odpowiedzieć słowami…? O co by musiała siebie zapytać? Czy to, co czuła, gdy ją nadziewał na siebie, dał jej kiedykolwiek jakiś tutejszy mężczyzna? Czy czuła dziwną ekscytację, gdy jej buzia służyła do zaspokajania jego penisa? Czy jej piersi, choć tu ukrywane przed wszystkimi pod grubym materiałem, czekają na jego dłonie? Nie. Nie chciała na to odpowiadać. Choć czuła to gdzieś w środku, nie chciała tego przyznać wprost, nawet przed sobą. Zresztą miała dość siły, by nie pojechać do niego i oddać się tak, jak mu się zachce.
Na szczęście Tomasz nie zapytał o nic. Zofia podniosła wzrok.
– Nie ma o czym mówić – powiedziała. – To nie ma znaczenia dla mojej działalności. Wiem, kto jest naszym wrogiem. Będę dalej dostarczać to, czego chcecie.
W tym momencie usłyszeli warkot silników.
– O wilku mowa? – powiedziała z przestrachem Zofia. Szybko wgramoliła się na drabinkę w klapie na strych i zamykając ją za sobą i zeszła na dół.
Kobieta pośpiesznie rozejrzała się, czy nie ma jakiś śladów, które mogły zdradzić, co tu się dzieje. Była wdzięczna swej przezorności, że na bieżąco usuwała je, wrzucając do pieca.
Gdy drzwi się otworzyły, była przerażona. Nawet nie chciała myśleć, co by się stało, gdyby wydało się kogo trzyma na strychu. Jednak gdy w wejściu pojawił się on i podszedł do niej, poczuła dziwne mrowienie między udami.
– Dziś tylko na chwilę – powiedział. – Wyłapujemy niedobitki po nocnej akcji. Dostali niezłe baty. Nauczycie się w końcu, że krnąbrność kosztuje.
Oficer wyglądał na zapracowanego, ale jednocześnie pełnego energii i zadowolenia. Z jednej strony Zofia wiedziała, co zrobił dziś jej rodakom, ile przyniósł cierpienia. Z drugiej, gdy stał tak blisko władczy i zwycięski, czuła mocne przyciąganie. Nie mogła się opanować, by niby przypadkiem nie dotknąć jego munduru.
Oficer usiadł przy stole.
– I co, nie dostanę posiłku? – zapytał patrząc na Zofię. – Jeszcze dużo pracy przede mną dziś.
– Tak, oczywiście – powiedziała Zofia, podeszła do schowka na chleb, wyciągnęła go i ukroiła kilka kromek. Gdy podała je oficerowi, stanęła nad nim patrząc jak łapczywie rzucił się na posiłek. Zajadając się nie zwracał na nią uwagi. Trochę zaczęło ją to uwierać. Jednak po chwili rozejrzał się po kuchni i powiedział:
– O, widzę, że męża nie ma.
– Tak, pojechał po narzędzia do miasteczka – odpowiedziała szybko Zofia.
– No, jak do miasteczka, to ma szczęście. Bo jak był z tymi w lesie, to już nie masz co liczyć, że wróci – powiedział zadowolony z siebie oficer. – Chyba, że w worku, jak inni. – Zaabsorbowany zwycięstwem, nie przejmował się wcale tym, co mogła czuć, gdyby rzeczywiście Marcin był w lesie.
Oficer wziął kromkę w dłoń i popatrzył na Zofię takim wzrokiem, że ta bezwiednie skuliła się. Mężczyzna zaśmiał się na to.
– Aleś się nieśmiała zrobiła – mówiąc to wsunął jej jedną dłoń pod spódnicę, złapał za udo i przyciągnął do siebie.
Zofia była zakłopotana. Raz, że instynkt kazał jej się wzbraniać, a dwa – wiedziała, że ze strychu wszystko widać przez szpary w deskach. Wiedziała, że jest teraz obserwowana. Że Tomasz, który przed chwilą wyznał jak ją pożąda i którego odrzuciła widzi jak pozwala sobie z nią oficer.
Jednak dotyk silnej dłoni oficera, ściskającej delikatne wnętrze uda działał na nią zniewalająco. Niepewnie próbowała odepchnąć jego dłoń, ale jednocześnie nie potrafiła być zbyt stanowcza. Ten jego dotyk dawał jej zbyt dużo dziwnej, niechcianej przyjemności, z której nie potrafiła zrezygnować. Pomyślała, że zresztą i tak na nic zdały by się jej protesty. Poczuła, jak jego dłoń wędruje coraz wyżej.
– Nie tu – zdążyła tylko powiedzieć.
– Spokojnie – odparł oficer – żołnierze nie wejdą bez pytania – mówiąc to jednym ruchem złapał za jej majtki i zdarł z niej rozdzierając na strzępy. Położył dłoń na jej nagiej pupie. Wtedy zagotowało się w Zosi. Przypomniała sobie te wszystkie wieczorne marzenia, jak to właśnie on robi z jej pupą te okropne rzeczy. A teraz, gdy czuła jak jego dłoń znowu ugniata jej nagie pośladki niedaleko bezbronnego otworka, serce w niej mocniej zabiło.
Pewno poległaby całkowicie, gdyby nie świadomość, że Tomasz obserwuje to wszystko ze strychu. Czuła, że i tak był to dla niego ciężki widok. Sprawca ich nieszczęść ugniatał sobie dłonią jej cudowną gołą pupę i delektował się jej miękkością, a drugą dłonią przyciągał do siebie, patrząc, jak się niezdarnie próbuje wyrwać z jego rąk. Po chwili takiego przekomarzania oficer oparł się o krzesło i wziął kubek z herbatą w dłoń.
– Przecież wiesz kotku, że nie będę tu walczył – powiedział z przekąsem, ciągle gładząc pupę Zofii. – Starczy tego wierzgania. Mam nadzieję, że rozumiesz.
Zofia przełknęła ślinę i znieruchomiała.
– Tak, rozumiem – powiedziała. – Nie jestem niedorozwinięta.
– To dobrze – odparł oficer – więc teraz zachowuj się – skupiając się z powrotem na jedzeniu.
Zofia wiedziała, że nie ma co debatować. Nie namyślając się długo zajęła się odpinaniem guziczków koszulki. Gdy skończyła rozpinanie, sama bez ponaglania rozsunęła brzegi swego ubranka, odsłaniając przed mężczyzną swe kształtne piersi. Czerwone sutki nabrzmiały zapraszająco. Chwilę zawahała się, po czym zaczęła odpinać guziki przytrzymujące spódnicę. Powoli osunęła ją na dół, świadoma, że odsłania przed oficerem wszystkie swe kobiece sekrety. Poczuła dziwne dreszcze, okazując tak posłuszeństwo wobec oficera na oczach przyczajonego na strychu Tomasza. Stanęła z gołą pupą i otoczoną gęstymi loczkami cipką przed oficerem. Oficer w tym czasie kończył kolejną kromkę. Zofia stała przed nim obnażona, nie wiedząc, co robić. A mężczyzna najwyraźniej nie miał zamiaru przerywać sobie posiłku.
– Strasznie niesforni jesteście tutaj – powiedział przegryzając kolejne kęsy – dużo roboty z tym. Oj, dużo – westchnął. – I po co ta krnąbrność? – popatrzył na nagie kształty Zofii – ty już ułożona jesteś. Ech, jakby wszyscy tu byli już tak rozsądni jak ty, to bym nie miał tyle przykrych obowiązków na głowie. A tak to same z wami problemy – żalił się.
– Nikt was tu nie zapraszał – odburknęła – jak tak źle, to możecie wrócić do siebie.
Oficer uśmiechnął się na to.
– Ale poza tym mi tu całkiem dobrze – powiedział, kładąc dłoń na jej nagim pośladku. Pogłaskał go raz, po czym ściągnął rękę z jej pupy i uchwycił jedną z piersi, ugniatając powoli z wyraźnym zadowoleniem.
– Ech, te tutejsze kobiety – stwierdził obmacując dokładnie – takich wspaniałości nie ma nigdzie indziej. Przybliżył swe usta do jej sutka i lekko przygryzł zębami jej pomarszczoną czerwoną skórkę. Zofia wiedząc, że jest obserwowana nie chciała okazywać zbyt wiele, jednak tego, jak jej sutki były nabrzmiałe przy oficerze nie dało się ukryć. Gdy jego zęby dotknęły tego wrażliwego miejsca, nie mogła powstrzymać także cichego jęku.
Oficer puścił ją, oparł się na krześle i rozpiął spodnie. Wyciągnął swego penisa i przywołał ją palcem do siebie. Wiedziała, co ma zrobić. Chwilę zawahała się wiedząc, że będzie robić to na widoku, ale przecież nie miała wyjścia i została do tego zmuszona. Nawet nie chciała myśleć, co czuje Tomasz, gdy jej pełne wdzięku usta obejmowały penisa bezwzględnego oficera. Czuła jego twardość, gdy tak ocierał się o jej język i wnętrze buzi aż po samo gardło. Gdy poruszała głową w dół i górę, ogarnęło ją zażenowanie, że musi robić tak wyuzdane czynności przy obserwatorze na strychu. Wtedy przypomniała sobie swoje własne słowa, że to przecież mężczyźni są od tego, by bronić kobiety przed innymi. Cóż ona mogła sama biedna? Gdy to sobie uświadomiła, poczuła, że nie ma powodu, mieć do siebie żale. Zaczęła obciągać z większym zaangażowaniem. Co pewien czas wyciągała go z ust i lizała powoli od nasady aż po sam sterczący w górę czubek. Oblizywała go przeciągle patrząc z dołu jak oficer popija herbatę. Opuściły ją całkiem skrupuły, co do własnego zachowania. A nawet wylizując tak dokładnie i z zaangażowaniem jego koniec, poczuła dziwną sprawiedliwość losu, że ktoś widzi, na co pozwolili najeźdźcom. Zresztą, było jej łatwiej, gdyż oficer sam w sobie był dla niej bardzo atrakcyjnym mężczyzną, czego nie potrafiła za bardzo ukryć.
Kucając tak z lekko wypiętą pupą, poczuła chłód powietrza między pośladkami. Uświadomił on jej jak bardzo jest teraz tam otwarta i dostępna. Poczuła znowu dłoń na swoim pośladku. Przez chwilę zapragnęła, by znowu ją władczo złapał za włosy i nawet bezwiednie nadstawiła się odrobinę. Jednak momentalnie dotarło do niej, że nie powinna tak się zachowywać. Ale ciągle czuła ciarki z tyłu między udami, gdy jego dłoń była tak blisko.
– Miękki – powiedział – chyba raczej dużo się nie pracujesz fizycznie. Prawda?
Zofia po chwili odpowiedziała.
– Tak… mam papierkową pracę.
– A to widać, że dużo wysiedziana.- odpowiedział oficer – podoba mi się. Lubię takie miękkie.
Patrząc na penisa oficera, przypomniała sobie swoje wizje, jak bezczelnie wchodzi on w jej tyłek. Poczuła dreszcze na samą myśl, zastanawiając się jak ją sobie przymierzy, w jaki sposób będzie ją brał w posiadanie. Gdy poczuła jego palce na dziurce między pośladkami, zajęknęła. Tym razem nie miała dość siły, by się usunąć. Tłumacząc sobie, że przecież nie ma wyjścia, bezwiednie jeszcze bardziej wystawiła tyłek, czekając na to, co będzie.
Oficer zaśmiał się i odłożył kubek z herbatą na stół. Wstał, pozostawiając zakłopotaną Zofię na dole.
– Niestety, dziś na mnie już czas – powiedział. – Najpierw obowiązki.
Zofia, zmieszana, podniosła się. Gdy oficer poprawiał swój mundur, stała tak tuż przy nim z odsłoniętymi w rozpięciu bluzeczki piersiami. Oficer pogłaskał jedną z nich, po czym jego dłoń powoli przesunęła się wzdłuż brzuszka w dół. Przeczesał palcami jej intymne loczki. Nie uchylała się ani nie zasłaniała.
– Przyjedziesz do mnie w czwartek – powiedział. – Najpierw muszę dokończyć wybijanie wam z głowy fanaberii. Potem dopiero będzie czas, by nacieszyć się tutejszymi wspaniałościami do woli – mówiąc to patrzył na jej piersi i jeszcze raz pogładził jej włoski między udami. – Będę w tym dniu w kwaterze południowej. Przygotuj się na interesujące zabawy – dodał, po czym odwrócił się i wyszedł.
Zofia poczuła się dziwnie, gdy usłyszała słowo „zabawy”. Niezdarnie wciągnęła na siebie spódnicę i zaczęła zapinać bluzeczkę. Gdy usłyszała dźwięk uruchamianych silników ciężarówki, drzwi otworzyły się i pojawił się w nich Marcin, patrząc za oddalającymi się pojazdami. Jeden rzut oka na zapinającą się Zofię wystarczył, by domyślił się, co tu się działo. Nic nie mówiąc przygarbiony podszedł do krzesła i usiadł na nim bezwiednie w milczeniu.
W tym momencie otwarła się klapa na strych. Tomasz zszedł na dół. Przeszedł spokojnym krokiem przez kuchnię. Na jego twarzy było widać napięcie, ale powstrzymywał emocje. Poklepał Marcina po ramieniu, po czym podszedł do Zofii.
– Udasz się do niego w ten czwartek. Tak jak chciał – powiedział zdecydowanym tonem. – Zadbasz, żeby było mu wspaniale jak najdłużej – kiedy to mówił, emocje w nim lekko puściły i na ułamek sekundy na jego twarzy pojawił się grymas smutku.
Zofia spojrzała na niego pytającym wzrokiem.
– Jeśli on tam wtedy będzie, będzie tam też jego oddział – dodał. – Koszary nie będą więc tak chronione. Ja pozbieram resztkę chłopaków i w tym czasie odbijemy stamtąd pojmanych.
– Nie mam nawet jak tam dotrzeć – odpowiedziała Zofia – to daleko.
– Marcin cię tam dostarczy – powiedział Tomasz.
– Nie ma mowy! – Marcin mówiąc to wzburzony podniósł się z krzesła.
Tomasz podszedł do niego, uścisnął mu ramię i usadził z powrotem. Trzymając mocno odparł zdecydowanie.
– Są sprawy ważne i ważniejsze – po chwili dodał nieco spokojniej – ojczyzna wymaga ofiar.
Marcin opuścił wzrok zrezygnowany. W pokoju zapanowała cisza. Atmosfera stała się tak duszna, że Zofia nie mogła wytrzymać i wyszła na zewnątrz. Pomyślała o tym czwartku, o tym słowie „zabawy”, o tym, że jeszcze na dodatek zostanie mu dostarczona przez swoich. W jej głowie kłębiło się wiele sprzecznych emocji.
Po chwili dołączył do niej na zewnątrz Tomasz.
– Nie wydaje mi się, by było to dla ciebie wielkie poświęcenie – w jego słowach dało się wyczuć żal.
Zofia spojrzała na niego. Miała w sobie empatię i domyślała się, że sprawia mu wiele przykrości tak jak swojemu mężowi. Jednak, jak zwykle, nie zamierzała wdawać się w tego typu debaty. Znowu pomyślała o penisie oficera penetrującym jej tyłek i że właśnie on jej to robi. I znowu poczuła te emocje, którym nie potrafiła się oprzeć.
– Jestem tylko kobietą – odpowiedziała – nie wymagaj więc ode mnie zbyt wiele – dodała, po czym odwróciła się na pięcie i wróciła z powrotem do domu.