Sprawa Urzędowa.

To był prawie normalny poniedziałek. Czas się dłużył i Marta ledwo przesiedziała cały dzień w biurze bankowym. Nie było wielu klientów, lecz tym razem nie było jej to na rękę. Jej ostatni facet,Andrzej wyjechał kilka dni temu za granicę na stałe i nie odzywał się. Marta nie chciała się sama przed sobą przyznać, ale w tym wypadku liczyła jednak że coś z tego będzie. A tu kolejna lipa.

Aby zając swe myśli wzięła się za porządki w papierach i zaległych sprawach. Na szczęści dniówka dobiegała już końca. Tuż przed końcem odebrała telefon kierowniczki.

– Zjawi się u ciebie za chwilę pewna kobieta z urzędową sprawą. Załatw wszystko jak potrzeba.

– Tak, oczywiście – odpowiedziała Marta.

W tym momencie w drzwiach jej biura pojawiła się zapowiadana kobieta. Była ubrana profesjonalnie, w stylowy żakiet. W ręku miała neseser. Wyglądała na bardzo konkretną i taka też była. Pewnym krokiem podeszła do biurka Marty, usiadła i wyciągnęła dłoń.

– Witaj Marto – Powiedziała – jestem Lidia

– Zna mnie pani ? – zapytała Marta niepewnie wyciągając dłoń.

– No tylko z opisu – powiedziała przybyła i po przywitaniu się pośpieszne sięgnęła po swój neseser otwierając go – Zresztą teraz mniejsza z tym. Do rzeczy – mówiąc to wyciągnęła jakiś papier i położyła go przed Martą – Mam tu dla pani wezwanie urzędowe. W zasadzie to w sprawie mojego szefa.  Pragnie on panią pokryć jako nowy właściciel i jest to już zgłoszone i zaakceptowane sądowo – Marta zrobiła skonsternowaną minę, nieznajoma kontynuowała w najlepsze – pokrycie pani przez niego odbędzie się w piątek o godzinie 14. Tu ma pani odpowiednie pełnomocnictwa i skierowanie.  Czy wszystko jasne?

Martę najpierw zatkało, a potem złapała ją głupawka.

– I jak niby mój nowy właściciel chce mnie pokryć? – Nie wierząc że bierze udział w tej idiotycznej rozmowie zastanawiała się jeszcze, czy ma się zbulwersować, czy roześmiać.

– On zwykle od tyłu pokrywa kobiety – Nieznajoma mówiła jak najbardziej poważnym tonem. – Ale mówił że chce mieć też w trakcie dobry dostęp do pani nagich piersi, to nie wiem jak to będzie.

Marta jednak zdecydowała się na śmiech.

– Nie no .. spoko – odpowiedziała wesoło –Ale najpierw będzie jakieś kino, kawiarnia?

– Widzę że ta rozmowa przestała być konstruktywna. – Powiedziała nieznajoma wstając. – W każdym bądź razie ja przekazałam sprawę i papiery. Dziękuję za czas i dowidzenia – Mówiąc to wyszła pozostawiając Martę z głupawym uśmieszkiem na twarzy.

„Ale numer” pomyślała kobieta biorąc pozostawione na stole papiery. Było na nich wiele ważnych pieczątek, a styl był jak najbardziej urzędowy. Prawie przy co drugim zdaniu, prychała śmiechem.

W końcu nie wytrzymała, wzięła te dokumenty i pobiegła do kuchni  gdzie zawsze o tej porze spotykały się z koleżankami na kawie.

– Słuchajcie no, nie uwierzycie – powiedziała machając przed nimi pismem – przyszła jakaś lafirynda ględzi, że ktoś tam chce mnie pokryć i mam się jeszcze zgłosić na to pokrycie – Koleżanki słuchały jej zdumione – I że to sądownie już ustalone. O a patrzcie co tu pisze. O te fragmenty są dobre: „ …    w trakcie oddawania się, nie jest wskazany jakikolwiek opór podległej. Nakazana jest pełna uległość wobec nowego właściciela. Niedostosowanie się do tych warunków grozi użyciem środków przymusu w postaci więzów. Przewidziane są też środki dyscyplinujące takie jak uderzenia pasem w miękkie części ciała….

Albo ten fragment jest super: … w celu uniknięcia możliwego uszkodzenia ciała pani nowego właściciela, przewidziano możliwość użycia w pani jamie ustnej blokady szczękowej.  Zostanie ona założona jeśli właściciel wyrazi wcześniej chęć posiąścia pani w buzię… – Marta zaśmiała się – no niezłe kwiatki co?

Koleżanki patrzyły na nią popijając kawę. W końcu jedna odezwała się.

– Spoko. Nam możesz mówić. Ale podejrzewam że szczegóły tego wezwania są tajne. Także raczej nie paplaj tak na prawo i lewo.

– Ale co wy? – Marta zrobiła zdziwioną minę ciągle jeszcze uśmiechając się, ale tym razem już mniej pewnie – To jest jakieś gówno. I jeszcze te pieczątki z urzędu.

W tym momencie kierowniczka Marty wzięła ten dokument do ręki. Popatrzyła na niego.

– Nie.. wszystko w porządku widzę.  Zresztą już do nas też papiery przyszły odpowiednie i się zgadza. I na ten piątek przysługuje ci wolne. Zresztą już wypisałam. – Powiedziała jak najbardziej poważnym tonem – A koleżanki dobrze mówią, że lepiej o tajnych dokumentach nie gadać.

-Ale co wy???? – Martę zatkało któryś już raz dzisiaj – To jakaś paranoja. To nie śmieszne. Ech – machnęła ręką i wyszła.

Nie wracała już myślami do tej sprawy. Kolejny dzień minął szybko. Tym razem klienci dopisywali więc Marta miała czym zając myśli. Dopiero gdy znalazła się w domu, popijając kawę wróciła pamięcią do tej dziwnej sprawy z dnia wczorajszego. W tym momencie Rozległ się dzwonek do drzwi.

Marta leniwie podeszłą do nich i otwarła. Wtedy zobaczyła w nich Lidię. Za nią stało dwóch rosłych mężczyzn w garniturach.

– A pani tu???? – Powiedziała zaskoczona Marta – dowi… – już miała zamknąć drzwi jednak nie zdążyła. Jeden z mężczyzn zablokował je stopą. – No co jest?!!! Proszę z tąd iść. Co ten pan robi??!!! Wynocha mi z tąd… – próbowała zatrzasnąć drzwi ale bezskutecznie.

Mężczyzna delikatnie, ale stanowczo otworzył wejście do mieszkania. Lidia patrząc troskliwie na Martę, uspokajając gestami, mówiła głosem pełnym przejęcia.

– Pani Marto.. proszę się nie denerwować. Naprawdę to nic nie da. Nie jesteśmy tu po to żeby panią skrzywdzić. – Jednak na wiele się nie zdało to uspokajanie. W końcu skinęła na jednego z mężczyzn, a ten ujął Martę pod ramiona i rzucającą się zaniósł do pokoju i usadowił na fotelu. Trzymał ją cały czas mocno, mimo że ta przerażona wyrywała się i krzyczała.

Tymczasem Lidia usiadła naprzeciw i mówiła wciąż przejęta.

– Ale pani Marto. Proszę … tylko 3 minuty. I wychodzimy. Proszę być dorosła. No do wieczora tak będziemy siedzieć? – W końcu Marta przestała się rzucać na fotelu – Może już on panią puścić? Przecież pani jest rozsądną osobą. 3 minuty i znikamy.

Marta ledwo potrafiła złapać oddech ze złości. Ale przestała się szamotać. Rzeczywiście potrafiła być rozsądna nawet w takiej sytuacji. A ton głosu Lidii świadczył że rzeczywiście nie groziło jej żadne niebezpieczeństwo. W końcu wzięła głęboki oddech.

– No dobra. Czego?!  – zapytała.

Lidia skinęła na mężczyznę, a ten ją puścił.

– No i od razu lepiej – odsapnęła Lidia.

– ale kawą nie mam zamiaru częstować – burknęła Marta.

– Spokojnie poradzimy sobie.

– Pytałam: Czego?

– No ja tylko tutaj jeszcze apropo tego pokrcia pani.

– Zaś te bzdety… – westchnęła Marta.

– No mniejsza z tym. On już zadecydował, wiec nie ma odwołania.  W każdym razie ma tu pani na jutro po pracy zaproszenie w sprawie omówienia szczegółów pani pokrycia – mówiąc to płożyła kolejny  papier na stoliku.

– Ta, lecę.

Lidia zrobiła nieco zatroskaną minę.

– Przykro mi, że pani do tego tak podchodzi. W każdym razie jestem zobowiązana w razie czego użyć środków przymusu, gdyby nie chciała się pani stawić dobrowolnie. Robert i Krzysztof w tym pomogą – wskazała na mężczyzn i spuściła wzrok.

-Że co??? – Marta była już całkowicie zdezorientowana.

Lidia wodząc oczyma w koło wyglądała rzeczywiście na bardzo zatroskaną. W końcu odezwała się

– Jejku no. Naprawdę mi przykro że to tak wychodzi. No ale sama pani widzi że inaczej się nie da.

– Przykro to dopiero pani będzie. Coś jeszcze? – Marta doszła do wniosku, że rzucaniem się zdziała mniej niż jako takim spokojem.

– Nie. Pani Marto. To tyle.

– No to won.

Lidia wstała, zawołała chłopaków i  z ciągle zatroskaną miną mówiąc „do widzenia”  wyszła z mieszkania.

Tego już było dla Marty za wiele. Ogarnęła się pośpiesznie i wyszła z mieszkania. Szybkim krokiem podążyła w stronę komisariatu. Zastała tam posterunkowego.

– Chciałam zgłosić – zawahała się – No ten. Hmm jak to nazwać – Policjant patrzył na nią jak na nierozgarniętą, gdy ta zbierała myśli – no wtargnięcie do mojego mieszkania, groźby gwałtu pod przymusem … chyba jakoś tak. A i jeszcze groźbę porwania jutro i w piątek.

– Ale po kolei. Proszę opowiedzieć od początku, kto gdzie i co? Muszę to jakoś zaprotokołować.

– Jej no .. no ok. – Marta zbierała myśli. – Chodzi o to że przychodzi do mnie jakaś kobieta z dwoma dryblasami.

– Może ich pani opisać potem?

– Tak tak. Dokładnie. Nawet imiona.  Nawet na piśmie to mam – mówiąc to  dała posterunkowemu otrzymane papiery. Ten pogrążył się w lekturze, a Marta dalej kontynuowała –  No i wtargnęli właśnie parę minut temu do mnie siłą i używali gróźb, że mam jutro przyjść, albo użyją także siły by mnie tam doprowadzić. Nie wiem jakie są na to paragrafy ale….

– Chwileczkę … – przerwał jej policjant pogrążony w lekturze – Ale tu się wszystko zgadza.

– Jak to się zgadza? – zapytała zdziwiona Marta.

– No tu w tych dokumentach jest ok.  Proszę się nie martwić. Jesteśmy też o tej sprawie poinformowani i jakby co to jesteśmy przygotowani by asystować w doprowadzeniu pani na to pokrycie. Tak że wszystko w porządku. I pod kontrolą.

Marta już niemal wyszła z siebie.

– Proszę natychmiast wezwać przełożonego! – krzyknęła.

– No dobrze – odpowiedział posterunkowy leniwie i nacisnął jakiś dzwonek .

Po chwili w drzwiach pojawił  się kolejny mężczyzna w mundurze.

– No o co chodzi? – zapytał.

– Szefie – powiedział posterunkowy podając przybyłemu papier – no tu przyszłą ta co ma być doprowadzona w piątek do swojego nowego właściciela.

– A tak. Znam sprawę. Że niby coś tam mamy asystować jakby co? Zawracanie głowy .. jakby nie mieli do tego swoich ludzi…

– No szyszka jakaś musi być.

Marta słuchała osłupiała. W końcu komendant policji zwrócił się do niej oddając papiery.

– Proszę się nie niepokoić. Dopilnujemy by wszystko odbyło się bez jakiś stresów.  A teraz proszę iść do domu i lepiej nie wyjeżdżać z miasta. – wsunął jakiś papier w dłonie oniemiałej Marty  – O tu jeszcze kopia notki policyjnej dotycząca tej sprawy – dał jej tą notkę i po prostu wyszedł ziewając.

Dopiero wtedy w kobiecie zawrzało.

– Ja do CBŚ to zgłoszę. Do telewizji do .. wszędzie!

Widząc jednak, że jej wołanie nie robi żadnego wrażenia na obecnych, wyszła z komisariatu. Pół godziny zajęło jej ustalenie numeru do jakiegoś dziennikarza z TV.  Udało jej się nawet ku własnemu zdziwieniu do niego dodzwonić. Po przywitaniu się przeszła od razu do rzeczy.

– Mam dla pana świetny materiał – powiedziała – to miasto to jedna wielka sitwa, jest w  to zaangażowany cały urząd miejski – mówiąc to patrzyła na pieczątki na dokumentach – policja, pracownicy banku .. wszyscy. Jedna mafia.  I gwałcą .. a w zasadzie to chyba ich szef gwałci kobiety…  jedna mafia. I mam na to dowody. Proszę dać mi 5 minut. Dosłownie 5 minut. I już wysyłam dowody.

Dziennikarz wyraził umiarkowane zainteresowanie. Pewno miał wiele tego typu telefonów od różnych bajkopisarzy. Ale obietnica szybkich dowodów zainteresowała go. Marta pośpiesznie zaczęła skanować papiery zaczynając on notki policyjnej, a skończywszy na urzędowym wezwaniu na pokrycie jej, przez ciągnącego za wszytki sznurki tajemniczego typa.

Zadowolona wysłała mailem cały materiał i w napięciu czekała z uchem wbitym w słuchawkę.

– Tak ta… widzę – słyszała – No interesujące … – Westchnęła z ulgą. Jednak kolejne słowa dziennikarza przybiły ją – No wszystko tu jest. Ale ja jestem raczej dziennikarzem śledczym. Wie pani .. jakieś przestępstwa.. machlojki… a tu wszystko się zgadza. Ale… jeśli mogę doradzić pani to… może w jakiś programach o ewentach kulturalnych? Sam nie wiem … Albo w „babskie sprawy”  .. tam może zainteresują się relacją z tego jak było, jakie odczucia, to ciekawi kobiety.  To ja dam nawet pani numer mojej znajomej z…

Marta po prostu nacisnęła przycisk zakończenia połączenia. Nie mogła uwierzyć w  to co się dzieje. Nagle dotarło do niej, że jutro przyjdzie tu po nią dwóch dryblasów i doprowadzą ją gdzieś, gdzie będzie omawiać szczegóły jej zerżnięcia, przez jakiegoś wszechmocnego pajaca. I że nawet policja jest przeciwko niej.

Zebrała myśli. „O nie”  powiedziała sama do siebie  „ Tylko ja sama decyduje kto mnie  pieprzy, a kto nie”.  Wiedziała już dobrze co zrobi. I wiedziała także że najgorsze co to, to że się załamie.

Kolejny dzień przyszła do pracy punktualnie jak zwykle. Robiła swoje nie rozmawiając z nikim cały dzień. Nie wydarzyło się nic szczególnego, poza przesyłką z najbliższej poradni medycznej.  Już sam napis na kopercie wytrącił ją z równowagi: „Zestaw zaleceń zdrowotnych w związku z przeznaczeniem do pokrycia. Finansowane przez NFZ” . W środku było kilka ulotek z instrukcjami rozciągania pochwy przed spodziewaną intensywną i długotrwałą penetracją,  jakieś rysunki obrazujące jak masować sutki przygotowując je na ponadnormatywną eksploatacje i parę innych ulotek. Wszystko to wylądowało momentalnie w koszu.  Marta wzięła jeszcze jeden dzień urlopu na czwartek i po pracy, po prostu weszła do samochodu, i skierowała się gdzieś na północ. Odetchnęła gdy wyjechała z miasta. „Już ja mu będę pochwę sobie naciągać do penetracji!” , pomyślała  z oburzeniem. Puściła sobie jakaś lekką muzykę, skierowała się w stronę Mazur.

„Pieprzyć telewizję, policję i jakiś wszechwładnych fagasów”  pomyślała.  W tym momencie usłyszała pojedynczy dźwięk radiowozu. Zauważyła sygnały nakazujące jej by zjechała na pobocze. „Przecież naprawiałam ten silnik i już mi nie dymi” – pomyślała zatrzymując się. Odsunęła szybę i czekała.

Po chwili zobaczyła twarz funkcjonariusza drogówki.

– Proszę o dokumenty – usłyszała.

– Złamałam jakiś przepis? Tu jest prosta droga  i jechałam powoli – powiedziała niepewnie wręczając mu dokumenty.

Funkcjonariusz zniknął na chwilę w swoim radiowozie. Dopiero po chwili wrócił.

– Nie.. proszę się nie przejmować wszystko w porządku z przepisami – Marta westchnęła gdy to usłyszała. – ale niestety nie może pani jechać dalej. Musi pani zawrócić w stronę miasta.

– Ale jak to??? – Zapytała zdziwiona.

– No jest pani oznaczona do pokrycia przez wiadomo kogo. I nie powinna pani opuszczać miasta.

– Nie. Nie wiadomo kogo!!  może pan mi w końcu powie?

– No ja się nie mieszam  do urzędowych spraw. Teraz mam tylko dopilnować by pani wróciła – powiedział spokojnie.

Martę już nic nie dziwiło. Westchnęła tylko

– A co jeśli teraz po prostu ruszę i ucieknę – zapytała zdeterminowanym tonem.

– To bardzo niebezpieczne – powiedział – ale koledzy parę kilometrów z przodu, też są poinformowani. Potrafimy sobie radzić z takimi przypadkami.- funkcjonariusz ciągle mówił spokojnym tonem.

– A może do cholery choć jedna osoba pomoże bezbronnej kobiecie? – Marta złapała się za głowę.

– Ale w czym? – policjant zrobił zdziwioną mnę – To są sprawy urzędowe. Ja się na tym nie znam – ale chętnie pani pomogę do domu wrócić. Poeskortuję panią. – mówiąc to wrócił do swojego radiowozu.

Marta zastanawiała się co robić. W końcu zrezygnowana zawróciła w stronę miasta. Policjant odjechał dopiero, gdy dojeżdżała do centrum.

Już miała jechać do mieszkania, ale zboczyła z trasy. Zatrzymała się pod domem rodziców z którymi miesiąc nie rozmawiała od ostatniej kłótni.

Całą zapłakana rzuciła się w ramiona mamy na samym wejściu. Zatroskani rodzice zaprowadzili ją do kuchni.

– Co się stało dziecko? – pytała mama zatroskana.

– Nie wiem . .sama nie wiem co się dzieje,  to jakaś paranoja.

– No mów prędko – naciskała mama – bo wyglądasz jak siedem nieszczęść.

Marta powoli zaczęła wykładać co się jej przydarzyło przez ostatnie dni. Nagle matka jej przerwała:

– a tooo….  – powiedziała i odsapnęła – a to, to już wiemy. Już myślałam że coś ci się stało poważnego.

– Ale .. mamo?! – powiedziała Marta z wyrzutem .

– Ale no przecież to normalne rzeczy – mama odparła  z lekko zdumioną miną – No co mam ci to tłumaczyć jak dziecku.

Marta zrobiła wielkie oczy i spojrzała na ojca.

– Tato!! A ty co? – zapytała.

– A ja się tam myślisz że znam na tych waszych babskich sprawach? – powiedział machając ręką.

– Jaaak .. jak możecie! – Marta niemal krzyknęła całą czerwona, wstała trzasnęła dłońmi o stół i skierowała się do wyjścia.

– Ale co ci się stało??? – zawołała za nią mama. Oboje rodzice patrzyli ze zdziwionymi minami jak zamyka za sobą drzwi.

Usiadła zrezygnowana w aucie.  Z nikąd nie było wsparcia. Pomyślała o Andrzeju. Tylko on by mógł jej teraz pomóc. Ale nawet on ją olał wyjeżdżając gdzieś daleko. I najwyraźniej miał ją gdzieś.

Popatrzyła na dzisiejsze „zaproszenie”. Pomyślała że najlepiej będzie jeśli tam pojedzie i osobiście rozwiąże sprawę. Zresztą jaki miała wybór? Zrezygnowana powoli jechała w stronę rynku pod wskazany adres.

ciąg dalszy tutaj:

 

  • http://www.skrywanepragnienia.pl/ Anna Valetta

    Świetny pomysł!