Sprzedaż kontrolowana cz.1

Agnieszka stojąc w milczeniu, popijając od czasu do czasu kawę ze swojego ulubionego kubka w groszki, obserwowała mężczyznę siedzącego za weneckim lustrem. Dopasowany mundur policyjny leżał na jej smukłej figurze idealnie. Zawsze dbała, by kanty były idealnie wyprasowane, a biel kołnierzyka nieskazitelna. Trochę drażniło ją, że jej koledzy nie wkładają tyle wysiłku w utrzymanie swej garderoby, a przecież co jak co, ale mundur to powód do dumy i powinien być zawsze zadbany. Już nie miała siły zwracać im uwagi. Może reszta nie miała po prostu tyle szacunku do swej pracy co ona? Zresztą, co się dziwić, kokosów w tym zawodzie nie było, co w połączeniu z tak stresującym zajęciem nie motywowało za bardzo. Odrapane ściany, stare maszyny do pisania i rozklekotane meble także nie pomagały w utrzymaniu dobrej atmosfery. Ale Agnieszka była ponad to. Wkładała zawsze dużo wysiłku w swa pracę, a po niej wracała do swego mieszkania, zabierając zwykle jej część ze sobą. A mundur sprawiał, że naprawdę czuła się potrzebna i że to co robi ma sens. Zwiększał znacząco jej samoocenę. Dbałość o niego była dla niej tak ważna, że nawet teraz, gdy spostrzegła, że jej puściło oczko nad łydką w pończochach, spowodowało to u niej momentalny dyskomfort i niemal modliła się by nikt nie zauważył.

– I jak ci idzie z delikwentem? – zapytała stojącego obok niej aspiranta Mirka – dasz sobie radę? Chyba już jest gotów. Ja muszę zmykać. Mam na dwunastą spotkanie z szefem i Andrzejem na wiadomy temat.

– Tak?? A właśnie pół godziny temu mijałem się z nim i pędził na to spotkanie i mówił że ma na 11:30!

– To gnojek! – wycedziła Agnieszka, odłożyła kubek, złapała grubą teczkę pełną akt, które przygotowała do spotkania i pobiegła niezdarnie na szpilkach w stronę korytarza. – To narka!

Krew coraz bardziej w niej wrzała. To ona praktycznie prowadziła całą tę sprawę. Zbierała mozolnie dokumentację, zajmowała się całą najtrudniejszą robotą. A laury jak zwykle zbierał Andrzej. Nie lubiła go już od czasów, gdy trafił do nich prosto po szkole policyjnej w Szczytnie, którą ona opuściła o 3 lata wcześniej. Agnieszka, jako kobieta, zawsze musiała w tej pracy coś udowadniać, przechodzić samą siebie, mieć wszystko poukładane. Natomiast Andrzej, choć nie mogła powiedzieć, że się obijał, ale wiele rzeczy miał jako facet jakby podane na tacy. Lepiej się dogadywał z jej przełożonymi pomijając ją często w sprawach służbowych, tak jakby to, że była kobietą, znaczyło, że można czasem o niej zapomnieć. A przecież to ona prowadziła tę sprawę, ona była wyższa stopniem i to on de facto był w tym wypadku jej podwładnym. Ale teraz miarka się niemal przebrała. Rano mówił jej wyraźnie, że spotkanie jest o dwunastej. Niestety, celowo lub nie, ale minął się odrobinę z prawdą.
Ledwo dysząc dotarła do drzwi szefa Janusza. Poprawiła się na szybko, wzięła głęboki oddech i otwarła drzwi.

– Kogo my tu widzimy – usłyszała głos Janusza – w końcu raczył nas nasz rodzynek odwiedzić.

Agnieszka nienawidziła wszelkich aluzji związanych z jej płcią. Ale już parę lat temu postanowiła, że nie da się wyprowadzić z równowagi żadnymi zaczepkami. Tylko trzymając cały czas na wodzy swoje emocje cokolwiek udawało jej się zdziałać. Każde popuszczenie ich, obracało się momentalnie przeciwko niej. Aby przetrwać, musiała być silniejsza od nich. Dlatego najbardziej spokojnie jak potrafiła powiedziała:

– Przepraszam, ale Andrzej namieszał z godzinami. Dostałam informację od niego, że spotkanie jest o 12.00.

– Ależ Agnieszko, mówiłem wyraźnie: w pół do dwunastej – Andrzej jakby nigdy nic wciskał jej ciemnotę.

– Po pierwsze, nie Agnieszko a pani komisarz, a po drugie porozmawiamy o tym jeszcze –odpowiedziała, spokojnym tonem niemal pozbawionym emocji.

– Wyjaśnicie sobie to później – Janusz przerwał ich wymianę zdań – nie będę teraz tego wysłuchiwał. Wracajmy do sprawy.

– Tak, słusznie – odpowiedziała Agnieszka. Usiadła przy biurku, otworzyła teczkę z aktami i przesunęła ją w stronę szefa. Wskazując na pierwsze dokumenty zaczęła mówić – tutaj mamy…

– Dobrze już, dobrze – Janusz zrobił minę, jakby oglądanie tych dokumentów było czymś, na co teraz ma najmniejszą ochotę. – Andrzej mi tu już zreferował co i jak, bez zbędnego motania i jakiś papierzysk. Weź to ode mnie, bo mnie głowa boli od samego patrzenia na tą stertę makulatury. To wasze zadanie się w tym połapać. Jak będą efekty i będą zatrzymania, będziemy dobrze żyli. Jak polecicie, to wtedy będziemy dociekać co, kto, gdzie zawalił i nie będą to miłe rozmowy. Jasne? – Agnieszka i Andrzej nic nie odpowiedzieli, ale dali do zrozumienia wzrokiem że rozumieją – no i dobrze. To macie pełne wsparcie zagwarantowane. Wszystkie służby są już w trakcie przygotowań. Za dwa dni ruszacie zgodnie z planem. I nie chcę słyszeć, że coś nie poszło.

Agnieszce nie trzeba było tego mówić. Jej chyba najbardziej zależało na rozpracowaniu tej grupy. Traktowała to niemal osobiście. Tu akurat jej płeć miała znaczenie, gdyż sprawa dotyczyła handlarzy kobietami. Im bardziej poznawała szczegóły sprawy, tym bardziej pragnęła, by winni zapłacili za swoją działalność i była gotowa temu celowi poświęcić wiele.

Gdy wyszli i drzwi się za nimi zamknęły, zmierzyła Andrzeja takim wzrokiem, że ten poczuł się nieswojo. Agnieszka była szczupłą brunetką, a Andrzej wyższy od niej, w przyciasnej tu i tam koszuli policyjnej, świadczącej że nie oszczędzał się na treningach policyjnych i siłowni, wyglądał przy niej raczej na rosłego faceta. Zabawnie więc wyglądało, jak jej surowy wzrok skierowany w jego stronę sprawia że wierci się, przewracając oczyma i drapiąc się po głowie. Po chwili jednak zmienił pozę na tą, której Agnieszka najbardziej nienawidziła, która doprowadzała ją zawsze wewnątrz do furii. Położył jej dłoń na jej ramieniu i patrzył na nią jakby z troską, z troską o to, że jest przecież kobietą, istotą emocjonalną, która nie zawsze może poradzić sobie ze stresami tej pracy.

– Mam nadzieję, że nie będziemy teraz roztrząsać przez godzinę kwestii minutnika i tych pół godziny, kto, co, kiedy powiedział, analizując każde słowo na dziesięć sposobów ? – zapytał uprzedzająco z nutką pobłażliwej ironii w głosie ciągle wpatrując się w nią troskliwie. W Agnieszce wrzało, ale postanowiła sobie że nie da mu tej satysfakcji.

– Wiesz co… – westchnęła. Już miała coś powiedzieć, ale uśmiechnęła się tylko, odwróciła się na pięcie i poszła w stronę wyjścia. Jednak nie mogła sobie do końca odmówić, by się jakoś nie odgryźć – I ten raport zrób na jutro o przygotowaniach do akcji, bardzo cię proszę – rzuciła na odchodne. Wiedziała, że tym, czego Andrzej najbardziej nienawidzi jest papierkowa robota. Nie patrząc na jego reakcję podążyła w stronę strzelnicy. Nagle przyszła jej wielka ochota, by potrenować z bronią maszynową. Wcale nie poprawiły nastroju słowa które usłyszała za sobą oddalając się od Andrzeja:
– Oczko ci poszło…

***

Wycieraczki prawie bezszelestnie zgarniały krople deszczu z przedniej szyby. Agnieszka opuściła na chwilę osłonę przeciwsłoneczną i zerknęła do lusterka umieszczonego na niej, po czym momentalnie, ze zrezygnowaną miną zamknęła ją z powrotem. Rozumiała doskonale, że sprawa wymaga poświęceń. Była przygotowana psychicznie na to że mogą paść strzały, może ktoś zginąć, że wchodzi w paszczę lwa. Ale nie mogła sobie ciągle poradzić z tym, że będzie musiała przez to wszystko przejść w tym tandetnym, przejaskrawionym makijażu. Gwoździem do trumny było jej ubranie. Jeszcze raz spojrzała na czarne czółenka, z których gdzieniegdzie odchodziła farba, tanią, ciemną spódnicę za kolano i targową bluzeczkę, po czym zrezygnowana oparła się czołem o dłoń.

– Główka boli? – usłyszała głos prowadzącego wynajęte BMW Andrzeja. – Tu zaraz jest stacja. I tak muszę fajki kupić. Wrzucisz pigułę i ci przejdzie – Andrzej uśmiechnął się do niej. – Nie panikuj. Przejdziesz się trochę, złapiesz powietrza to zrzucisz stresa. – Agnieszka była ciekawa, czy wiedział jak ją drażni to okazywanie troski jak o jakąś słabą istotę. – No i się możesz polansować trochę w nowej kreacji, hehe – mówiąc to złapał za rąbek jej sukienki.

– Łapa – nawet nie poruszyła głową, tylko popatrzyła takim wzrokiem, że momentalnie cofnął rękę. Jak zwykle pilnowała się i zbywała mimo uszu wszelkie jego zaczepki, słowne i inne. Po prostu działał jej na nerwy. Najbardziej chyba ją wkurzało to, jak mu gładko idzie jego początek kariery policyjnej. W pół roku po szkole osiągnął niemal tyle, co ona przez pierwsze dwa lata. I nie to było dla niej ciężkie do przełknięcia, ale to, że wcale nie musiał w to włożyć więcej wysiłku, niż ona na początku swej pracy. Był ambitny, wykonywał swoje zadania z zaangażowaniem. A nawet przywiązywał taką samą uwagę do munduru jak Agnieszka. Miał ciekawe pomysły itd. Lecz przecież ona też była taka. Dodatkowo, pracując z nim blisko, wręcz mogła powiedzieć, że jeśli chodzi o skrupulatność i rzetelność to wiele mu do niej brakowało. Jednak gdy trzeba było kogoś po plecach poklepać i pochwalić, to na niego trafiało. Po prostu był facetem w męskim gronie. Ale postanowiła sobie, że to będzie ją tym bardziej motywowało do pracy.

Gdy tak dumała, Andrzej wjechał na stację i wepchnął się na ostatnie wolne miejsce, do którego ktoś przymierzał się swoją skodą. Wyskoczył z niej jakiś mężczyzna po pięćdziesiątce w kapeluszu i zaczął coś krzyczeć gestykulując rękami. Andrzej wychodząc nie zwracał na niego uwagi i idąc do sklepu rzucił tylko – Spadaj, dziadek.

Mężczyzna momentalnie się uciszył i wycofał mamrocząc coś pod nosem. Andrzej nie dość, że był nieźle zbudowany, to jego charakteryzacja i BMW, którym jechali wskazywały, że ma wiele wspólnego z półświatkiem. W rozpięciu modnej koszuli świecił złotem gruby łańcuch. Szpanerskie buty, złoty zegarek i krótka fryzura podkreślały to jeszcze bardziej.

Agnieszce bardzo nie spodobało się jego zachowanie. Poza tym, nie wiedziała jak się schować w fotelu, gdyż inni klienci stacji obserwowali tę scenę. Patrzyli teraz na nią i pewno zastanawiali się jak z takim kiepem można się zadawać. Siedziała tak wbita w fotel, aż Andrzej wrócił podając jej ibuprom i napój, który kupił w sklepie.

– Nie prosiłam cię przecież o tabletki – odburknęła. Scena na stacji spowodowała, że jej zdanie na temat Andrzeja się pogorszyło, ale pomimo wzrostu jej niechęci, nie mogła oprzeć się swej słabości, czyli jakiejś próby naprawiania wszystkich źle zachowujących się osób, tak, żeby poczuli choć cień refleksji wobec swych występków. Żeby wydobyć ten kawałek dobra, który może gdzieś tam w głębi tkwi.

– I co? – zagaiła pierwszy raz w czasie podróży – lepiej się czujesz, jak przestraszyłeś tego starszego pana?

– A bo się przymierzał do tego wjazdu jak dżentelmen do baby, a tu nie ma czasu. Nie umiem jeździć, to siedzę w domu na du… sorry… tyłku.

Analogia z dżentelmenem rzucona przez Andrzeja rozwaliła Agnieszkę. Drażniło ją także, gdy inni mężczyźni w pracy zmiękczali swoje wypowiedzi z uwagi na nią, ale nie poddawała się.

– Ale jakby twojego ojca ktoś tak potraktował? Też pewno już ma problemy ze wzrokiem i też ma siedzieć w domu?

– Ale smuty… – znowu spojrzał na nią tym wzrokiem, którego nienawidziła – wiem, że jesteś bardziej wrażliwa, ale nasz zawód wymaga odrobiny gruboskórności…

Agnieszka pożałowała swych moralizatorskich zapędów. Nie mogła słuchać dalszego wykładu pełnego insynuacji, jak to ona ze względu na płeć nie nadaje się do miejsca, które zajmuje. W końcu nie wytrzymała i rzuciła:

– Po prostu… zamknij mordę.

– Ok. Ok… – powiedział patrząc na nią takim wzrokiem, jakby była osobą nie panującą nad sobą, co jeszcze bardziej ją rozwścieczyło – Może jesteś przed okresem? – tym zdaniem ją dobił.

– Zatrzymaj się! – niemal krzyknęła. Gdy to zrobił, wyskoczyła z auta na pobocze, z zaciśniętymi pięściami klnąc pod nosem wzięła kilka głębokich oddechów. Po chwili uspokoiła się na tyle, by zebrać myśli. Żałowała, że nie zapanowała nad sobą, mimo iż te wielokrotne uwagi kolegów mogły wyprowadzić z równowagi każdego twardziela. Jednak ona wymagała od siebie więcej. Po chwili z rezygnacją w oczach wróciła do auta. Wiedziała, że spotka tam pełne troski spojrzenie Andrzeja, ale jakoś je przetrzymała. Przetrzymała nawet to jak położył jej dłoń na ramieniu i zapytał:

– Już dobrze?

Zniosła nawet jego kolejny przejaw dobroci.

– Nie martw się, nie umieszczę tego w raporcie – jego ton nie robił już na niej wrażenia – wiem, że dziś akcja, dużo stresów, ale dobrze się trzymasz, naprawdę. – Agnieszka znosiła w samotności to dalsze wiercenie. Zniosła nawet jego końcowy gwóźdź do trumny – Nie martw się, naprawdę jestem z ciebie dumny jak to znosisz.

Po kilku kilometrach, w ciągu których Agnieszka doszła trochę do siebie, dojechali w końcu do niewielkiego hoteliku gdzieś na uboczu. Słońce było już bardzo nisko, a cienie drzew otaczającego lasku sprawiały, że na parkingu panował niemal półmrok. Stało tam kilka luksusowych samochodów. Jak widać „klienci” już tam byli.

– Hotel Elwira. – szepnęła Agnieszka już niemal całkiem spokojna. Wiedziała, że przelewki się skończyły i teraz liczył się już tylko chłodny profesjonalizm. Ten hotel, w którym w zasadzie nigdy nie było gości z zewnątrz był jedną wielką pralnią pieniędzy i siedzibą grupy, którą rozpracowywała. Teraz tylko trzeba domknąć transakcję i w końcu trafią, gdzie ich miejsce.

– Sprawdź nadajnik… – szepnął Andrzej. Nagle przeszedł mu humor. Zaczynała się najbardziej niebezpieczna część operacji. Teraz mogło zdarzyć się wszystko.

– Nie musisz mi przypominać – Agnieszka nacisnęła dwukrotnie niewielki przycisk na ozdobnym klipsie w jej uchu. Po chwili usłyszeli w radiu kilka trzasków, które były potwierdzeniem odebranego sygnału. Nie mogli mieć przy sobie żadnego innego sprzętu poza klipsem, gdyż mogło to być zbyt ryzykowne.

– Dobra, wbijamy – powiedział Andrzej zatrzaskując za sobą drzwi.

Weszli po niewielkich schodkach do recepcji. Była urządzona bardzo przytulnie, cała w drewnie i z wygodnymi fotelami przy wejściu. Niestety, nikogo nie było w środku. Przez chwilę szukali dzwonka, ale gdzieś go wcięło. Usłyszeli jakieś dziwne dźwięki zza drzwi do zaplecza. Andrzej minął stół recepcyjny i otworzył je. Wtedy oczom Agnieszki ukazał się niezwykły widok. Jakiś mężczyzna trzymał recepcjonistkę przełożoną przez ramię znajdującego się tam fotela. Miała dłoń wykręconą na plecach, a jej głowa wciśnięta była w siedzenie fotela. Widać było, że nie może się poruszyć, a dosyć potężny mężczyzna po prostu… posuwał ją od tyłu. Trzymał drugą dłoń na jej nagim biodrze tak, że nie miała jak się wyrwać i było niemal oczywiste, że robi to wbrew jej woli. Mężczyzna obrócił się i warknął – chwila…

Andrzej zamknął drzwi i uciszył gestem dłoni przejętą tym widokiem Agnieszkę.

– Spokojnie. Nie panikuj.

– Nie panikuję – syknęła. Nie dawała po sobie poznać, choć przejął ją ten widok. Chętnie by zareagowała, gdyby nie to, że w tej chwili najważniejsze było dobro przeprowadzanej akcji. Zastanowiła się kim była ta kobieta i co tam się naprawdę działo. Stali tak z Andrzejem w ciszy i z rzadka dochodziły jej uszu pojedyncze jęki. Nie dało się do końca poznać, czy były to odgłosy cierpienia czy… wręcz przeciwnie. Czy miała do czynienia z przemocą czy nie. Agnieszka zafrasowała się, co też teraz czuje recepcjonistka w dłoniach tego zapewne jednego z złych bandziorów, dla których tu przyjechali, jednego z tych typów, którzy żyli z krzywdy ludzkiej i to nieźle żyli… Momentalnie odsunęła te myśli, gdyż poczuła coś jakby mrowienie między nogami. Miała nadzieję, że Andrzej nie zauważył jak jej uda mimowolnie na ułamek sekundy zacisnęły się. Starała się nie myśleć już o tym, ale ciągle jakoś tak przyciągało jej uwagę to, co dzieje się za drzwiami.

– To może my też tu sobie rozrywkę zrobimy? – zażartował Andrzej.

– Spadaj – odbiła momentalnie.

– No ale tylko tak dla ćwiczeń, symulacyjnie przymierzymy się jakby to było? – kontynuował. Jak widać nie przejmował się tym, co tam się może dziać, tylko wprawiło go to w lepszy nastrój.

Agnieszka nie odpowiedziała. Jednak miała sobie za złe, że pojawił jej się w głowie obraz jak przymierzają się z Andrzejem tu na stole recepcyjnym i to jak trzyma ją jego silnymi dłońmi tak, że nie może się poruszyć, zupełnie jak tamta kobieta w środku i znowu pojawiło się to nieznośne mrowienie. Dała mu jednak dzielnie odpór i postanowiła, że najlepiej będzie, jeśli nie będzie odpowiadać na zaczepki. Choć musiała przyznać, patrząc na dłonie Andrzeja, że były nie najgorsze, takie męskie, szorstkie, ale jednocześnie wystarczająco zadbane, ale nie pozawalała im zbliżać się nawet w myślach do jej ciała. To, że traktował ją w pracy jako słabszą jednostkę, bo kobietę, co bardzo negatywnie wpływało na jej stosunki służbowe i na dodatek miałaby teraz w myślach mieć jego dłonie na swoim ciele? To by było zbyt duże upokorzenia dla niej.

Minęło parę minut i drzwi otworzyły się. Ukazał się w nich dosyć postawny mężczyzna, ale dopiero z przodu było widać, że część jego masy to był także brzuch. Agnieszka rozpoznała jednego z ważniejszych członków grupy, pseudonim Cienki. Ale to nie on miał być głównym celem dzisiejszego polowania. Choć po ujrzanej akcji, Agnieszka dopisała go do swojej krótkiej listy najważniejszych dzisiejszych celów.

– Się ma, Endriu – przybił piątkę z Andrzejem. Ogarnął wzrokiem Agnieszkę z góry na dół i łapiąc jej towarzysza za ramię pociągnął go za sobą do korytarza schodzącego w dół do kantyny – Noż tak mnie przycisło, że musiałem sobie ulżyć. Chodź na moment, przywitasz się z ziomami. To ta nowa foczka? Przetestujemy, hehe – usłyszała jeszcze, gdy znikali gdzieś w korytarzu.

Nie zwracała jednak uwagi na te słowa, bardziej przejęta recepcjonistką, która po jakiejś chwili ukazała się w drzwiach poprawiając na sobie pogiętą garderobę. Jej makijaż był rozmazany, a włosy zmierzwione. Właśnie naciągała na swoją zgrabną pupę obcisłą, czarną spódniczkę, gdy Agnieszka z wzrokiem pełnym troski wyciągając do niej dłoń zapytała:

– Skrzywdził panią?

– Gnoje… – syknęła – myślą, że wszystko do nich należy… a ci już szczególnie – dało się wyczuć coś jakby złość w jej głosie. Ale po chwili położyła dłoń z tyłu na biodrze, gdzie trzymał ją napastnik… przymknęła oczy i westchnęła. Otworzyła oczy i spojrzała z góry w stronę Agnieszki. – A ty co się tak interesujesz nie swoimi sprawami? Pilnuj lepiej swojego tyłka – po czym dodała z przekąsem – choć… raczej nie po tu cię przywieźli, byś go pilnowała… – mówiąc poszła do kantorka, usiadła w nim i zajęła się odłożoną na biurku gazetą i dokańczaniem wypitej do połowy kawy.

– Szanuj się bardziej – odburknęła dotknięta Agnieszka. Przez chwilę zapomniała się jaka jest jej rola. A miała odgrywać kobietę na sprzedaż gdzieś do ekskluzywnego burdelu, na zachodzie. Prostą, ale niezwykle atrakcyjną robotnicę z fabryki, której zamarzył się lepszy świat. A celem miało być dawanie dupy i dzielenie się kasą z jej nowymi alfonsami. Dodatkowo ten jej tandetny strój, w którym przyjechała, nie pozwalał na zadzieranie nosa i dołował ją. Recepcjonistka więc tylko żachnęła się nad wypitą kawą i nawet nie skomentowała. Agnieszka nie przejęła się tym. Przecież po akcji będzie przesłuchiwać wszystkich i ją pewno też i wtedy wyjdzie, że nie jest jakąś dziwką, tylko poważną panią oficer policji. Wtedy sobie pogadają.

Andrzeja nie było już od dłuższej chwili. Agnieszka stała w holu i z nudów oglądała obrazy na ścianach. Recepcjonistka zajęta była dalej gazetą i kawą. Po chwili, idąc od strony toalet, pojawił się jakiś mężczyzna. Po stroju momentalnie dało się poznać, że to jeden z gangsterów. Był nawet przystojny, choć już mocno szpakowaty i oczywiście dobrze ubrany, niemal z klasą, gdyby nie ta błyskoteka. Wracał właśnie z toalety do swych kompanów. Recepcjonistka uśmiechnęła się do niego poprawiając spódniczkę na tyłku. Mężczyzna ogarniał dziewczyny wzrokiem jak jakieś menu.

– Co kobitki, jak tam pitki? – wzbił się na wyżyny dobrego dowcipu.

Recepcjonistka uśmiechnęła się jeszcze bardziej, ale jego uwaga ku jej złości bardziej wędrowała w stronę Agnieszki, która to była trochę zażenowana, ale musiała przecież grać prostą kobitkę, której nie gorszą takie klimaty. Uśmiechnęła się tylko jakby zawstydzona, stałą jak trusia z splecionymi dłońmi. Tak nagle pomyślała, że przecież, skoro tu panują zasady, że jak Cienkiemu się zachciało i musiał i zrobił co chciał, to przecież one tu dwie bezbronne są jak na wyciągniecie ręki. Ci faceci to raczej nie chucherka, a one szczuplutkie i drobne. Nic tylko brać. Poczuła jakby odrobinę strachu, że ten mężczyzna może coś nagle wymyślić. Mimo pewnej niechęci do swojego kolegi, pomyślała, że lepiej by było, jakby Andrzej był teraz przy niej.

– Ty i tak za stary Siwy i już nie możesz, to nie dociekaj – odpowiedziała recepcjonistka.

– Nie stary a doświadczony. Bym cię nauczył paru sztuczek. Ale niestety muszę opuścić drogie cipusie – mówiąc to oddalił się do kantyny.

Agnieszka wzburzyła się. „Co za palant” pomyślała. Zirytowało ją, że najwyraźniej w oczach Siwego, kobiety to były tylko cipki i niemal już delektowała się chwilą, w której będzie zakładać kajdanki temu gnojkowi. Minęła kolejna dłuższa chwila i Agnieszka usłyszała kroki w korytarzu. Przez moment czekała patrząc, kto się w nim pojawi. Widok Andrzeja spowodował, że poczuła ulgę. Ten złapał ją za ramię i ze słowami – chodź maleńka – pociągnął ją za sobą do korytarza. Gdy już zniknęli z zasięgu wzroku recepcjonistki, zwrócił się do niej.

– Jest źle. Nie ma Czarnego. – Czarny był głównym celem ich misji. To on kierował całym tym kramem. To on miał osobiście zapłacić za nią i to jego mieli wsadzić w pierwszej kolejności – ale da się to jeszcze dociągnąć. Będzie jutro rano. To jak, dasz radę? Czy przerywamy?

– No… a mamy wyjście? Teraz się nie wycofam – odpowiedziała z pełnym przekonaniem.

– Jest jeszcze coś… – Agnieszka zamieniła się w słuch. – Jest dobra i zła wiadomość.

– To znaczy? Mów a nie owijaj.

– Hmm ta dobra to… że cię nie będą rżnęli po kolei – Agnieszka zrobiła wielkie oczy – powiedziałem, że dopóki nie zapłacone, to nie dam uszkodzić towaru. Potem mi nikt z siniakami cię nie weźmie. A tylko Czarny może Cię kupić, bo lądujesz w strefie exclusive.

– No nie mogę wyjść z zachwytu tym, że „nie będą mnie rżnęli po kolei” – powiedziała z sarkazmem w głosie. Coś jej jednak nie dawało spokoju. – A ta zła wiadomość?

– A w sumie nic aż tak złego z czym sobie nie poradzisz. Wiesz… oni tam jakoś muszą sprawdzić, czy się nadajesz, czy jesteś ułożona. Nie chcą na razie problemów z opornymi kobitkami, bo wiedzą, że się robi gorąco wkoło nich, dlatego wolą te chętniejsze, nic takiego. Będziesz dla nich miła, koleżeńska i usłużna – Agnieszka słuchała z zainteresowaniem i czekała na coś co ją dobije. I doczekała się w końcu. – No i wiesz… może jeszcze będą chcieli na przykład twoje cycki zobaczyć… damy radę, chodź – Andrzej pociągnął ją za sobą.

Agnieszka zastanowiła się nad ostatnim zdaniem. Zatrzymała się na chwilę.

– Spokojnie, daj mi moment… to nie twoje cycki będą oglądać – Andrzej popatrzył na nią i na jej biust. – O! A tobie to widzę gra – Agnieszka namyślała się chwilę. To było ważne zadanie. Teraz właśnie mogła pokazać jak jest twarda. A poza tym chciała dopaść tych drabów, nie mogła zaprzepaścić roku pracy jakimiś błahostkami. – Tylko żadnych numerów i… jakby co, to odganiaj co bardziej natrętnych.

– Spokojnie, możesz na mnie liczyć – Andrzej objął ją opiekuńczo. Agnieszka nie strzepnęła tego objęcia. Choć traktowała go bardziej jak konkurenta w pracy, to chyba jednak odrobiny wsparcia potrzebowała w tym momencie. Choć szła jak na szpilkach. Dopiero do niej docierało, że być może będzie musiała przed tymi bandziorami, winnymi krzywd wielu kobiet, do których ma osobistą urazę, paradować z gołymi cyckami, robić za usłużną i milutką i kto wie co jeszcze. I jeszcze jedno… przecież Andrzej też tam będzie! Poczuła złość na samą myśl, że on sobie będzie mógł potrzeć ot tak na jej nagie, bezbronne, delikatne pączusie, a ona będzie mu na to pozwalać. Narastał w niej coraz większy opór, ale na szczęście nie było dużo czasu na analizę sytuacji i nie zdążyła się rozmyślić.

Drzwi kantyny otworzyły się. W środku stał niski stolik, pełen drinków, otoczony obitymi skórą wygodnymi kanapami. Agnieszka omiotła wzrokiem twarze siedzących na nich osób. Zobaczyła Cienkiego i Siwego pomiędzy kilkoma innymi mężczyznami. Wygląd większości z nich wpisywał się idealnie w schemat ludzi z półświatka. Z tym, że z tej „lepszej” jego części. Od razu było widać, że ich koszule i marynarki, opięte na pękatych torsach, wykonane były z drogich materiałów. Na niektóre zegarki ona musiałaby pracować cały rok, a i tak by nie starczyło. Dodatkowo nie szczędzili na biżuterię: sygnety na grubych palcach, łańcuchy dobrze widoczne na opalonych torsach. I wszyscy ścięci na krótko lub całkowicie pozbawieni włosów. Aż kipiało testosteronem. Dostrzegła także młodą dziewczynę, ubraną ubrana w bluzę z kapturem, dżinsy i adidasy. Musiała mieć nie więcej niż 18 lat. Właśnie podnosiła butelkę z piwem. Agnieszka pomyślała, że przydałoby się, żeby rodzice bardziej zadbali o swą pociechę i zastanowili się, co tutaj robi. Chętnie odbyłaby z nią pogadankę na komisariacie, na temat alkoholu i doboru towarzystwa. Pomyślała, że po akcji osobiście zadba, by naprowadzić ją na dobre tory. Dziewczyna czuła się pewnie w tym towarzystwie i od razu dało się dostrzec po zachowaniu innych, że była chyba kimś z rodziny kogoś ważnego i miała „mocna plecy”.

Agnieszka dopiero teraz przypomniała sobie jaki ma biedny strój na sobie i pewno wygląda jak sierotka stojąc w drzwiach. Wszyscy patrzyli na nią tak, że zrobiło jej się trochę nieswojo.

Andrzej, który był w środku wykonał zapraszający gest.

– No wchodź, dzidzia – powiedział dostosowując swe zachowanie do obecnych – no nie bądź wstydliwa, przywitaj się ładnie z panami.

Agnieszka weszła nieśmiało do sali. Ponaglana podeszła do pierwszego mężczyzny i podała mu rękę.

– Dzień dobry – powiedziała, po czym przywitała się w ten sposób z następnym i następnym, czym wywołała powszechną wesołość, ale każdy odwzajemniał uścisk. Gdy witała się z Cienkim, ten przytrzymał jej dłoń.

– Jak się nazywasz, skarbie? – zapytał wyszczerzając zęby i wpatrując się w jej buźkę.

– Marysia – odpowiedziała Agnieszka siląc się na nieśmiałość i próbując najdelikatniej jak się da, bezskutecznie, wysunąć swą dłoń z jego uścisku.

– Oj, Marysia, będzie tu z Ciebie dużo pociechy – odpowiedział z uśmiechem patrząc na jej tyłek – coś taka nieśmiała? – dodał puszczając ją.

– Spokojnie – wtrącił Andrzej – tyle ludzi i fajnych facetów na raz, to się przejęła. Dziewczę pracowało wcześniej w fabryce, to się musi rozkręcić – kontynuował, gdy tymczasem Agnieszka witała się z innymi. Gdy wyciągnęła dłoń do młodej dziewczyny, ta machnęła tylko na nią ręką i rzuciła – siemka.

– Maryśka – znowu wtrącił się Cienki – obróć no się dookoła, niech no się tobie przyjrzę. Agnieszka spojrzała na Andrzeja, a ten skinął oczyma w dół. Agnieszka obróciła się w koło czując na sobie badawcze oczy wszystkich. Czuła się bardzo dziwnie. W koło siedzieli przestępcy, na których zwykle polowała i darzyła szczerą nienawiścią, a teraz obracała się wśród tego towarzystwa i oglądali ją jak na wystawie. Ale to nie było najgorsze co ją miało spotkać. O czym miała się przekonać już teraz.

– Weź no potrząśnij trochę biustem. Widać, że masz tam pod bluzeczką coś ciekawego – Cienki jak widać dobrze się bawił. Agnieszka najpierw delikatnie potrząsnęła klatka piersiową, tak, że jej cycki pokołysały się delikatnie na boki pod koszulką. Ponaglana powtórzyła to jeszcze raz i jeszcze raz mocnej. Zauważyła jak mężczyźni patrzą na to jej potrząsanie z zaciekawieniem. Denerwowało ją, że pewno już się cieszą w duchu na myśl, że za chwilę będą mogli zobaczyć w pełnej krasie to, co tam tak podskakuje pod jej bluzeczką.
– Nieśmiała, ale to lubi – wtrącił Andrzej – tylko się musi rozkręcić.
W Agnieszce zawrzało. Było dla niej upokarzające tak machać biustem przed tego typu towarzystwem. Dodatkowo irytowało ją, że ta sytuacja chyba bawiła Andrzeja i z wielkim zaciekawieniem obserwował jak potrząsała cyckami. Ale zacisnęła tylko zęby i postanowiła, że zrobi wszystko, by nie zepsuć akcji. Jednak nie wszystko było dla niej do przetrawienia.

– No dobrze… a teraz pokaż, co masz pod tą szmatką – usłyszała jakiś męski głos.

– No pokaż, Niusia – tym razem był to głos młodej dziewczyny. Czuła, że chyba bardziej ją krepuje to, że towarzystwo było mieszane. Pomyślała, że chętnie tą młodą potem za uszy na dołek zaprowadzi. Jednak w tym momencie było to niemożliwe. Naprawę nie wiedziała co robić, ale zaczęła niezdarnie rozpinać bluzkę. Jednak z przejęcia nie potrafiła poradzić sobie z guziczkiem. Zauważył to Andrzej i podszedł do niej. Złapał jej bluzeczkę i powoli zaczął ją rozpinać.

– No uśmiechnij się ładnie do panów, przecież lubisz takie zabawy, Marysiu. Przecież nie chcesz, żeby pomyśleli, że się nie nadajesz i wrócisz do fabryki znowu? – powiedział. Agnieszka spróbowała się uśmiechnąć, ale nie za bardzo jej to wychodziło. Tym bardziej nie wychodziło, że widziała wzrok Andrzeja, z jakim zaciekawieniem niemal wdziera się w otwierającą się przestrzeń między krawędziami jej bluzeczki. Co prawda jego męskie dłonie ani drgnęły. Obserwowała jak spokojnie rozpina guziczek za guziczkiem. Ale jego oddech jakby lekko przyśpieszył. Chyba cholernie chciał zobaczyć piersi swojej koleżanki z pracy i de facto jeszcze przełożonej, bo przecież to ona prowadziła tę sprawę. Może chciał sobie odbić, za tą papierkową robotę, którą go obarczała? Może był bardzo ciekaw jak to jest robić jej takie rzeczy? Albo po prostu chciał zobaczyć jej cycki. Jaki jest ich kształt, jak wyglądają jej sutki, poznać ich kolor, rozmiar… już tylko biustonosz otwierany od przodu chronił jej dwa miękkie pączuszki. Był on lekko przeźroczysty i Andrzej niemal chłonął widok prężących się pod nim bordowych kółeczek. No właśnie, Agnieszkę zawstydziło to, że zauważyła, że jej sutki twardnieją i stają się wypukłe. Nie wiedziała jak to powstrzymać. Andrzej też to zauważył, co sprawiło pojawienie się czegoś na kształt uśmiechu na jego twarzy.

– Niegrzeczna – szepnął do niej i uchwycił jej prawą pierś przez biustonosz. Głaskał ją od dołu jakby sprawdzając jej miękkość. Robił to niby nonszalancko, tak żeby nikt nie spostrzegł jak bardzo mu się robienie tego podoba i jak to wpływa na niego. Ale delektował się każdym ugnieceniem cycka koleżanki.

– No dalej, dawaj – słychać było z sali. Widać było, że jednak wzbrania się odrobinę przed kolejnym krokiem, jakby miał jednak jakieś zahamowania, by robić takie rzeczy koleżance, z którą pracował. Ale wobec nacisków z zewnątrz, nie mógł dłużej czekać i wcale nie wydawał się tym bardzo zmartwiony. Odpiął jej biustonosz zapięciem z przodu i nagość jej piersi została ukazana wszystkim. Andrzej momentalnie położył swą dłoń pod jedną z nich i delikatnie ją masował, jakby chciał ukoić jej emocje.

– Spokojnie – szepnął – już niedługo – ale nie mógł oderwać dłoni od tej jej miękkości. Jego palce były szorstkie i trochę toporne, a jej pierś biała i delikatna i wydawała się tak bezbronna w jego sporej dłoni. Czuć było, jak Andrzej nie potrafi sobie odmówić tego dotyku. A najgorsze było, że jej sutki stały się twarde niemal jak kamyki. Agnieszka, wzorowa sierżant policji z nienaganną służbą i osiągnięciami stała potulna, z obnażonymi piersiami przed grupą oprychów, a na dodatek kolega, który zwykle miał u niej na pieńku ugniatał jej pierś. I co było najgorsze – mimo złości, czuła wilgoć tam w środku, a niemal eksplodujące sutki pokazywały, jakie jej to daje doznania. Andrzej widząc jej narastające podniecenie, jakby nie mógł się oprzeć, by go nie zwiększyć. Obrócił się do patrzących, spytał – i jak? – łapiąc mocniej jej pierś i tarmosząc ją na lewo i prawo tak, że latała bezładnie. Ten mocniejszy uchwyt i takie potraktowanie jej sprawiło, że Agnieszce nie udało się powstrzymać westchnięcia i lekko ugięły się pod nią kolana. Andrzej w tym momencie też nie mógł się powstrzymać. Niemal zjadał oczyma jej sterczącego sutka. Agnieszka wzrokiem starała się pokazywać jak mogła, by się nie ważył, ale on po prostu podniósł wyżej dłoń i przejechał po czerwonym guziczku palcami. W lewo i w prawo, a następnie zatrzymał swą dłoń tak, że mógł przytrzymać go  lekko opuszkami. Andrzej chwilę badał, jak jej sutek jest naprężony i wrażliwy, po czym bezczelnie pociągnął go i puścił strzelając nim.

Tego było za wiele dla Agnieszki. Po prostu odwinęła dłoń i uderzyła go nią w twarz. Klapsnięcie odbiło się echem po sali, w której zapanowała cisza. Wszyscy patrzyli głupimi uśmieszkami obserwując jej nagie cycki w rozpiętej bluzeczce, tylko na twarzy Cienkiego było widać trochę niezadowolenia. Agnieszka przestraszyła się, że zepsuła akcję i że przez nią nie dojdzie do transakcji.

– Co ty tu nam przynosisz? – Spytał Cienki półżartem pół serio – Jak mamy taką puścić do klienta?

Andrzej chwilę gorączkowo myślał, a potem uśmiechnął się.

– Ona lubi takie zabawy, tak ją nauczyłem, po prostu chce więcej, patrzcie – mówiąc to odwrócił Agnieszkę jak laleczkę tyłem do reszty i przysunął ją do stołu. A miał tyle siły, że nie mogłaby się za bardzo przeciwstawić nawet jakby chciała. Agnieszka nie wiedziała co się dzieje i doszło to do niej dopiero, gdy silna dłoń Andrzeja ściągnęła jej spódnicę razem z majtkami w dół. Była ciągle w szoku, gdy poczuła nagle klapsnięcie na swojej nagiej pupie, tak, że aż prawie zabolało. Cała sala wybuchła śmiechem. Jak widać rozluźniło to atmosferę. Agnieszkę irytowało tylko to, że stało się to jej kosztem. Teraz to już całkiem czuła się pogrążona. Ci kryminaliści oglądali jej nagi tyłek, a Andrzej dał jej kolejnego klapsa tak, że poczuła się jak dziewczynka dostająca karę. Rano, gdy omawiali w szerszym gronie przy tablicy poszczególne szczegóły akcji, gdy w swym policyjnym mundurze przydzielała wszystkim zadania i sprawdzała, czy każdy wie co do niego należy, to nawet w najgorszym koszmarze nie przyszłoby jej do głowy, że wieczorem będzie dostawała klapsy od Andrzeja na goły tyłek, pokazując go wystawionego do bandziorów, których mieli zwinąć. Pewno oni też mieliby o wiele większy ubaw wiedząc, że patrzą na zgrabną, naga pupcię sierżanta policji, który prowadzi ich sprawę. Z tych rozważań wyrwał ją kolejny klaps, który dostała. Powtarzające się odgłosy niezłej zabawy, której dostarczała towarzystwu dochodziły jej uszu. Andrzej zaprzestał klapsów, ale kto wie, co było gorsze? Teraz mianowicie jego dłoń spoczywała na jej pośladku i trzymała go jak swą własność. Agnieszka była lekko pochylona do przodu opierając się dłońmi na stole. Andrzej niby to luźno rozbawiając towarzystwo, cały czas zerkał na jej niezwykle zgrabną, niedużą pupę. Wielką ciekawość budziła w nim szczelina między pośladkami koleżanki. Głaskał jej pośladek i dysputował z resztą towarzystwa o tym że Marysia jest świetna. Mimo że był zajęty dowcipkowaniem na jej temat, Agnieszka czuła jak wiele uwagi poświęcał jej pupie. Wychwytywała jego pojedyncze słowa z tej słownej zabawy jak na przykład „i co? Nie miła dupcia?” po czym czuła jak delikatnie tą jej dupcię miętosząc, niby to przypadkiem lekko rozszerza jej pośladek i zagląda z zaciekawieniem pomiędzy. Jakby tego mało było zaczął zlecać jej różne rzeczy.

– No co jest, Marysia? Co nie uczestniczysz w imprezie? – pytał niby czule – patrz tu na nas. Nie alienuj się – dla Agnieszki sytuacja sama w sobie była bardzo krępująca. A kontakt wzrokowy z resztą towarzystwa mógł jedynie pogorszyć sytuację. Ale wiedziała, że nawaliła z tym policzkiem i postanowiła, że zrobi wszystko, by to naprawić. Obróciła się i popatrzyła na rozbawione twarze gangsterów. Nawet Roksana (wynikało z rozmów, że ta młoda tak ma na imię) dobrze bawiła się tym widokiem. – No popatrz na Cienkiego, on chce zobaczyć jak lubisz takie zabawy – kontynuował Andrzej – no tak jak lubisz ssąc sobie kciuka – Agnieszka popatrzała na mafioza. Przypomniało jej się co zrobił portierce i jak negatywne uczucia do niego żywi. Ale teraz nie był czas na osobiste wycieczki. Patrząc mu w oczy, widząc jak spogląda to na jej twarz to na jej nagą pupę, włożyła kciuka do buzi i zaczęła go sobie zmysłowo ssać. Widziała jego dobrą zabawę tym widokiem i najgorsze było to, że czuła jak jest tam coraz bardziej mokra. Tak… miała do czynienia z przestępcami, była na nich cięta, ale… ale miała w nocy czasem takie fantazje, z którymi nigdy by się nie zdradziła, że ci źli ją biorą na wszelkie sposoby, ona jest ich szmatą, że robią z nią co chcą. Że jakiś bandzior, którego naprawdę przesłuchiwała dzień wcześniej, obezwładnia ją i robi jej różne rzeczy. Ale to były tylko fantazje. Nienawidziła, gdy musiała kolejny raz przesłuchać takiego delikwenta, dla którego była ścierą w jej własnych marzeniach. Choć właśnie w takich marzeniach czuła najbardziej jak jest mokra. Ale to tylko jej chwilowe zapomnienia, skryte fantazje, które pojawiały się tylko czasem i wcale nie zamierzała ich urealniać. A rzeczywistość wyglądała w tej chwili tak, że niemal ją załamywała. Czuła ciekawską dłoń Andrzeja jak wędruje z jej pupy wyżej w to miejsce, gdzie jej biodra przechodzą tak słodko w szczupłą talię, jak podnoszą z tyłu wyżej jej bluzeczkę, jak badają dotykiem jak jest tam zgrabna.

Jej sytuację pogorszył fakt, że właśnie weszła recepcjonistka z napojami i popatrzyła na nią z wzrokiem wyrażającym coś pomiędzy satysfakcją a żenadą. Agnieszka musiała teraz żałośnie wyglądać w jej oczach, gdy wcześniej pouczała, by się szanowała, a teraz z wystawioną do wszystkich pupą ssała własnego kciuka dostarczając taniej rozrywki reszcie. Agnieszka czuła, że to musi się jak najszybciej skończyć, bo wszystko szło w niewłaściwym kierunku. Poza tym nie chciała za wszelką cenę, by reszta, a szczególnie jej „ulubiony” kolega Andrzej dostrzegł jak jej cieknie po nogach. A ten łachudra czuł drobne konwulsje przyjemności jakie ją przeszywają i jakby wiedział, gdzie dotknąć by dostarczyć jej ich więcej.

Na szczęście, czy nieszczęście, zauważyła jak Roksana zaintrygowana jej zgrabnymi kształtami i pupcią wstała od stolika i podeszła do nich. Idąc nie spuszczała jej tyłka z oczu. Agnieszka nie patrząc na nią nie wiedziała czy powinna przestać ssać kciuka. Domyślała się, że wyglądała teraz mało poważnie, ale nic nie mogła na to poradzić. Andrzej odsunął ją od stołu. Agnieszka zauważyła jak miał teraz widok z góry na jej delikatną, małą muszelkę z ładnie przystrzyżonymi włoskami i zerkał kątem oka na nią co chwilę z wielką ciekawością.

– Dosyć zabawy chłopaki – powiedziała pewnym głosem Roksana – Maryśka wygląda na zmarnowaną i pewno chce odpocząć. Wy tu sobie pijcie i się bawcie, a ją przebiorę do spania i zaprowadzę do pokoju. Musi być wypoczęta na jutro. Agnieszce trochę ulżyło, że zostanie stąd w końcu zabrana i będzie to dosyć upokorzeń jak na jeden dzień.

– No, racja. Bo się chłopaki za bardzo rozgrzeją i ich nie upilnuję i zmaltretują mi ją przed transakcją – Andrzej złapał ją za przedramię i przekazał ją Roksanie. Nie omieszkał zerkać na jej obnażoną cipeczkę, gdy pośpiesznie podciągała spódnicę. Był cholernie ciekaw, jakie ma tam włoski i rajcował go ich kruczoczarny kolor. Interesowało go, jak jego koleżanka się tam obcina, jak wygląda jej intymna fryzurka. Wyraźnie zaintrygował go zarys szparki policjantki rysujący się subtelnie pod nimi i to, jak gładka i delikatna jest jej skóra naokoło zadbanej kępki. Chłonął, ile się da, zanim zdążyła się pośpiesznie z przodu zasłonić podciągając do góry spódniczkę.

Roksana pociągnęła za sobą Agnieszkę w stronę drzwi do jakiegoś pokoju. Agnieszka ociągała się odrobinę niepewna dokąd jest prowadzona, ale też czuła, że lepiej będzie, jeśli odejdzie.

– No nie guzdraj się tak – głos Roksany był stanowczy, jednocześnie dało się wyczuć w nim odrobinę wyższości wobec niej. No cóż… Agnieszki to nie dziwiło. Miała ją przecież za dziunię z fabryki, ale i tak jej się nie podobało, że tak jest ponaglana przez smarkulę i uważała, że należała jej się odrobina szacunku, choćby z uwagi na różnicę wieku. Jednak Roksana wcale się tym nie przejmowała, po prostu prowadziła ją do drzwi ponaglając – długo mam się tak z tobą użerać? – Agnieszka czuła się odrobinę nieswojo prowadzona tak przez małolatę, ale odetchnęła, że jest wyprowadzana z tego miejsca. To uczucie narastającej ulgi zostało przerwane jedynie na chwilę, gdy przechodziła obok recepcjonistki robiącej porządek na stole. Gdy poczuła jak dostała od niej klapsa na nieosłoniętą jeszcze do końca pupę, wydała z siebie tylko krótkie „Au” i lekko podskoczyła co spowodowało wszystkich rozbawienie obecnych.

Gdy drzwi się za nimi zamknęły, odetchnęła głęboko. Znalazły się obie w jakimś pokoju z kilkoma szafami. Agnieszka stała na środku, tam, gdzie ją postawiła Roksana i obserwowała jak dziewczyna krząta się, szukając dla niej stroju pośród różnych szpargałów. Robiąc to mówiła do niej:

– Ja tu się zajmuję dziewczynami. I lepiej nie utrudniaj mi roboty. Nie toleruję żadnych fochów. Jak coś się nie podoba to mogę zawołać jakiegoś osiłka do pomocy. Mam nadzieję, że się rozumiemy, dzidzia? – Agnieszka wysłuchiwała z przejęciem. Najchętniej to by dała parę klapsów małolacie, tak, by ochłonęła i nauczyła się szacunku dla starszych. Ale w tej chwili było to mało realne. Musiała dalej odgrywać swą rolę. Młoda przygotowała sobie wszystko i w końcu podeszła do niej.

– No pokaż ręce – Agnieszka wyciągnęła je przed siebie nie wiedząc dlaczego ma to zrobić, ale szybko stało się to jasne – no wystaw bardziej dłonie, sprawdzimy najpierw jak u ciebie z higieną.

– Ależ… ależ ja czysta jestem – Agnieszka odrobinę się zirytowała, ale wyciągnęła dłonie i pozwoliła je sobie oglądać. Czuła się lekko upokorzona tym sprawdzaniem przez młodą. W zasadzie to powinna teraz ją za ucho stąd wyprowadzić i nauczyć jakie towarzystwo i zachowanie jest odpowiednie dla dziewczyny w jej wieku. Dodatkowo denerwowało ją jak Roksana zawzięcie żuła gumę dmuchając z niej co chwilę balony, tak aż pękały. Ale póki co miała wystawione dłonie do sprawdzenia i przewracając oczyma czekała, aż się zakończy. Ale nie był to koniec czekających ją upokorzeń.

– Czy ja cię prosiłam o zabieranie głosu? – jak widać Roksanie podobało się okazywanie władzy samo w sobie nad starszą nieznajomą. Chwilę oglądała jej wyciągnięte dłonie, po czym puściła je i obeszła ją – no mogą być, spoko – Agnieszka poczuła jak sprawdza jej włosy, w jakim są stanie i o zgrozo… pewno czy nie ma jakiś insektów? Agnieszka zaczerwieniła się ze złości, ale pamiętała, że ma grać prostą kobietę, której jedyny świat to fabryka. A to, co tutaj, to dla niej wielki świat i szansa na lepsze życie. Więc nie mogła się za bardzo buntować. Roksana pewno czuła się przy niej jak światowa dziewczyna przy prostej kobitce, która powinna jej słuchać. Na szczęście oględziny jej włosów szybko się zakończyły. Jednak okazało wcale nie było to wybawieniem, a wręcz przeciwnie.

– No tu też ok – powiedziała Roksana i obeszła Agnieszkę od przodu, patrzyła na nią przez chwilę jakby z odrobiną zainteresowania, po czym przykucnęła i zaczęła ściągać w dół jej spódniczkę – jeszcze tutaj zobaczmy.

– A… ależ – Agnieszka chwyciła za ściągacz i nie pozwoliła na obnażenie jej.

Roksana nie siłowała się tylko odsapnęła głęboko i spojrzała jej w oczy.

– Dziuńka. Nie zachowuj się jak dziewucha ze wsi. Jak chcesz mogę zawołać jednego, czy drugiego żeby cię przytrzymał. Nie mam czasu na ceregiele. To jak będzie?

Agnieszka myśląc przez chwilę zmarszczyła czoło. Coraz bardziej irytowała ją ta sytuacja. Teraz to najchętniej sprałaby młodej tyłek, żeby nauczyła się, że nie można tak postępować. Przyrzekła sobie że po akcji osobiście dopilnuje jej resocjalizacji. Jednak teraz nie mogła się zdekonspirować. Nic nie powiedziała, tylko zaciskając zęby poluzowała swój uchwyt na pasku spódnicy. Roksana wzdychając, jakby nigdy nic, opuściła jej spódnicę i majtki w dół do kolan i tam je zostawiła.

– I o co tyle krzyku? – zapytała stojącej tak obnażonej Agnieszki, która zrobiła się już całkiem czerwona, po części ze złości a po części ze wstydu. Roksana bez ceregieli złapała jej włoski i przejrzała pobieżnie – no nie przejmuj się, masz ok – mówiąc to przeczesała ją tam końcami paznokci. Agnieszka poczuła jak przechodzą ją tam ciarki, co wcale jej się nie spodobało. Lekko skuliła się i chciała osłonić się dłonią, ale dostała po niej i odsunęła na bok. Buntowała się w środku, że tak pozwala dziewczynie, ale nie miała innego wyjścia.

– To może dostanę w końcu coś do ubrania? – zapytała.

– Stój grzecznie – Roksana wstała i podeszła do sterty z ciuchami, przy których wcześniej grzebała. Wyciągnęła z niej jakąś koszulkę gdy w tym czasie Agnieszka stała tak z rozpiętą bluzeczką, opuszczoną do kolan spódnicą i majtkami jak jakaś ofiara losu, obserwując rozwój wydarzeń. Mimo że nie była to komfortowa dla niej sytuacja, stojąc tak czuła jakieś dziwne mrowienie – chodź tu, przebiorę cię – usłyszała i pochyliła się by ściągnąć spódniczkę.

– Przecież mówiłam, że ja cię przebiorę, coś taka niekumana. Nie bądź nadgorliwa, bo coś spaprasz i będę miała więcej roboty – w głosie Roksany dało się wyczuć lekkie zniecierpliwienie. Agnieszka ruszyła w jej stronę niezdarnie przebierając nogami skrępowanymi majtkami i spódniczką. Wiedziała, że musi być posłuszna, bo tego wymaga sytuacja, ale świadomość, która właśnie do niej dotarła, że będzie przebierana przez Roksanę jak dziecko oraz to, że już ma nagą cipeczkę spowodowała, że poczuła takie dziwne mrowienie, jakiego jeszcze nie doświadczyła. Gdy stanęła przy niej, nawet jakby ciekawiło ją oczekiwanie na to, co się wydarzy, ale cały czas uważała, że Roksana za bardzo sobie pozwala wobec niej. Jej zawstydzenie wzrosło, gdy poczuła jak jej spódnica jest z niej ściągana przez dziewczynę w dół, jak musi grzecznie podnieść najpierw jedną nogę, potem drugą zanim jej dolna część garderoby wylądowała w koszu obok. Potem mogła się także tylko przyglądać jak jej bluzeczka razem z biustonoszem lądują na obok reszty jej ubrania. Stała tak golutka i było dla niej takie dziwne to odczucie, że nie ma nic do powiedzenia. Że nikt się nie przejmuje jej wstydem, który powiększa się przy każdej kolejnej czynności, która jest jej robiona.

Stała tak naga z rozpuszczonymi włosami przed smarkulą, a Roksana oglądała ją z zainteresowaniem, jakby ciekawa była dorosłej, zgrabnej kobiety. W pokoju panowała cisza, tak, że było słychać tykanie stojącego w rogu zegara, a każda sekunda wlokła się wolno jak nigdy. Jej skrępowanie sięgało niemal zenitu i przeplatało się z uczuciem bezsilnej złości. W pewnym momencie Roksana położyła jej rękę na biodrze, jakby chciała ją przekręcić. W tym momencie Agnieszka nie wytrzymała i strzepnęła dłoń pozwalającej sobie za dużo młodej. Ale opamiętała się szybko i stała dalej w swym miejscu. Roksana tylko uśmiechnęła się. Wstała z pewną siebie miną i podniosła do góry białą koszulkę, którą sobie wcześniej przygotowała.

– Rączki – powiedziała tylko.

Agnieszka zdawała sobie sprawę, że Roksana czerpie przyjemność z poczucia władzy nad nią. Ale było coś gorszego. Denerwowało ją, że mimo złości i poczucia wstydu, czuje takie dziwne impulsy, mrowienia, które przechodzą jej ciało, a co najgorsze powodowały one taką miła słodycz, której jednak starała się jak najbardziej nie poddawać. Lecz gdy posłusznie uniosła ręce przed młodszą i niższą Roksaną, a jej ciało wyeksponowało się przed nią jeszcze bardziej, poczuła się taka naga i bezbronna. To uczucie to stało się tak dziwnie intensywnie słodkie, że prawie nie mogła się przed nim obronić. Czuła się upokorzona i wstydziła się przed sobą tego stanu. Jej oddech lekko przyśpieszył. Roksana jakby to wyczuła nakładając bardzo powoli na jej podniesione dłonie koszulkę i lekko uśmiechnęła się.

– Jutro cię wykąpię przed przyjazdem Czarnego – powiedziała patrząc na wyeksponowane, krągłości Agnieszki. Słowa te i obrazy, jakie pokazały się jej w głowie wywołane nimi, w połączeniu z tym, że stojąc nago miała skrępowane dłonie koszulą nad głową sprawiły, że poczuła napływ wilgoci w szparce. W tym momencie doszło do niej, że musi wziąć się w garść. Zrobiła poważną minę i zaciskając uda wbiła się szybko w jej nowe ubranie. Gdy brzegi koszulki opadły na jej biodra, błyskawicznie poprawiła je podciągając w dół. Dopiero teraz zauważyła, że za dużo to jej wdzianko nie przykrywało. Musiała trzymać ją naciągniętą w dół, by jej pupa i muszelka nie wystawały od dołu. Dodatkowo materiał koszulki był lekko prześwitujący. Ale lepsze to było niż nic. Cieszyła się, że w końcu zakończyło się to przebieranie jej.

– Chodź, zaprowadzę cię do twojego pokoju – Roksana załapała ją za przedramię i pociągnęła w stronę drzwi. Agnieszka już zdążyła znienawidzić to prowadzenie jej w ten sposób, ale znowu nie miała wyjścia. Dopiero tuż przed drzwiami uświadomiła sobie, że będzie musiała przejść w tym nocnym wdzianku przez kantynę pełną bandziorów. Zdążyła tylko podciągnąć w dół koszulkę zanim znalazła się w środku sali, a spojrzenia wszystkich siedzących tam i popijających drinki mężczyzn kierowały się co chwilę badawczo w jej stronę. Chciała jak najszybciej przejść, ale niestety Roksana zatrzymała się na chwilę dyskutując o tym jakiego drinka mają jej zrobić, gdy wróci.

Agnieszka nie wiedziała, gdzie ma się podziać. W takim nocnym wdzianku to nawet po domu by się sama wstydziła chodzić, a tu musiała stać w kantynie wśród imprezujących mężczyzn. Ich wzrok skupiał się głównie na jej bosych nogach, które co prawda wyglądały teraz bardzo ładnie, ale widząc ich spojrzenia chyba wolałaby je ukryć. Niemal fizycznie czuła, jak oglądają jej kolana, uda, ich wnętrza i jakby starały się zajrzeć pod krawędź z trudem utrzymywanej w dole koszulki. Dreptała tak w miejscu stópkami nie mogąc doczekać się, kiedy pójdą dalej. Dodatkowo zarys jej kształtów był wyraźnie widoczny pod koszulką. A w miejscu gdzie były jej sutki, naciągnięta na piersiach koszulka niemal wiernie odwzorowywała ich naprężony kształt. Niechcący spojrzała na Andrzeja i pożałowała widząc jego uśmieszek. Nie dość, że dostała od niego już dzisiaj klapsy na gołą pupę przy wszystkich i macał jej piersi, to na dodatek teraz widział ją w takiej kreacji, prowadzoną przez smarkulę przez środek pełnej facetów sali. Ruszyły dalej w samą porę, gdyż dłoń Cienkiego, siedzącego nieopodal miejsca, gdzie stały, niebezpiecznie zbliżała się do jej kolana. I pewno by ją za nie złapał, gdyby nie dostał po łapie od Roksany.

W końcu doszły korytarzem do jej pokoju. Był to zwykły hotelowy pokój z wąskim łóżkiem i prostymi meblami. Gdy Roksana zamknęła za nią drzwi, mogła w końcu odetchnąć. Usiadła na łóżku podkuliła nogi i oparła głowę na kolanach. Choć poczuła ulgę, to wcale jej sytuacja nie wyglądała dobrze. Dostała dziś po gołym tyłku od kolegi z policji, dostarczyła wzrokowej rozrywki kilku bandytom, była przebierana przez jakąś bezczelną jak na swój wiek małolatę, a teraz była sama w pokoju hotelu pełnego bandziorów i na dodatek bez majtek. Nawet nie było widoków, że szybko jakieś dostanie. Chyba właśnie przyszła ta chwila, w której zachciało jej się płakać. Nawet zdążyła jej polecieć jedna łza, zanim zdążyła sobie przypomnieć, że jest przecież policjantką na służbie i musi się trzymać. Musi udowodnić, choćby sama przed sobą, że jest twarda. Podreptała prędko do włącznika światła ciągle ściągając w dół koszulkę, choć już nikt jej tu nie widział. Zgasiła je i wskoczyła prędko do łóżka opatulając się kołdrą jak mogła najbardziej. Choć wcale nie było zimno.

***

Zbudził ją dźwięk otwieranych drzwi. Przestraszyła się, ale gdy jej wzrok przyzwyczaił się do zaświeconego światła, dostrzegła twarz Andrzeja. Od razu dostrzegła, że jest on odrobinę podchmielony.

– Spokojnie – usłyszała – to tylko ja. Uff… – podszedł do krzesła i oparł się o nie – dobrze nam idzie. Czarny przyjedzie jutro. Dzwonili, że będziesz ok nabytek i warto ruszyć tu tyłek. Jeszcze tylko trochę i będziemy to mieli – westchnął jeszcze raz głęboko – musiałem trochę z nimi pić, ale jest spoko. Oszukiwałem jak się dało i połowę wylałem. I sorry za tamto ale… sama wiesz jak trzeba.

– Nie musisz mi już przypominać! – odburknęła, ale jej głos po chwili się uspokoił. – Wypij dużo wody, to będziesz miał mniejszego kaca. Bo musisz na nogach być jutro – zdobyła się na odrobinę troski o kolegę w tych bojowych warunkach.

Policjantka mówiąc to wstała i podreptała w stronę szafki, na której stały butelki z wodą i szklanki. Jeszcze się do końca nie rozbudziła, więc dopiero po chwili doszło do niej, że przecież nie ma nic pod koszulką, a na dodatek podwinęła się ona do góry tak, że biega z gołą pupą przy Andrzeju. Gdy to spostrzegła niemal podskoczyła. Zdążyła tylko zauważyć jak Andrzej w ciszy obserwuje jej gołą pupę i ściągając koszulkę na dół, pobiegła powrotem do łóżka wskakując pod pierzynę jak szybko się dało, wywołując tym widoczne rozbawienie kolegi.

– Żeby ci się oko nie zwichnęło! – odburknęła.

– Spokojnie. Nic ci się nie dzieje, kobitki lubią pokazywać…

Agnieszkę znowu poirytowały mądrości Andrzeja na temat kobiet.

– Tak, tak, wiem, wiem i jesteśmy słabe i emocjonalne! – ucięła. Znowu przypomniało się jej jak ją irytuje w pracy, gdy wmawia jej, że każde zdenerwowanie to efekt jej kobiecej emocjonalności. I dodatkowo drażniło ją to, że teraz jest z nim sama w pokoju i w dodatku bez majtek. Ale nie chciała w tym momencie o tym myśleć i się nakręcać. – Jutro jak będziesz raport pisał, to pominiesz pewne szczegóły – dorzuciła tylko.

– No spoko. Nie ma sprawy. Dychnę sobie trochę, bo i tak za niedługo ranek. Mówiąc to zgasił światło i zaczął wpychać się do łóżka nie ściągając nawet dżinsów i koszuli.

– A ty gdzie? – zapytała zaskoczona.

– No jak to gdzie? Przecież jedno łóżko tu jest. Też mam prawo do odpoczynku – powiedział patrząc na nią jak na nienormalną.

– Ale wąskie. Możesz łaskawie położyć się na ziemi.

– Jasne. To jak chcesz to idź na ziemię. Ja nie mam zamiaru – powiedziawszy to zaczął się znowu wpychać do łóżka.

Agnieszkę na chwilę zatkało zachowanie Andrzeja.

– No chyba nie wyobrażasz sobie, że ja na ziemię teraz pójdę?

– Ale to ty robisz problemy – zaczął się siłować z nią coraz mocniej – wiem, stresująca sytuacja, nie radzisz sobie z tym, ale je nie będę cierpiał przez babskie jazdy.

Tym jak zwykle trafił w jej czuły punkt.

– Ja ci dam jazdy – chciała go uderzyć w twarz, ale złapał ją za rękę. Zaczęli się siłować jeszcze mocniej. On wpychał się pod pierzynę, a ona próbowała go wypchnąć na zewnątrz. Jednak była od niego o wiele drobniejsza, a on był nieźle zbudowany, tak więc jej wierzgania były niemal bezcelowe. Podczas tego szamotania kołdra całkiem spadła na ziemię i Agnieszka stwierdziła z przerażeniem, że jej nagość od pępka w dół odsłoniła się. Zaczęła więc wierzgać jeszcze bardziej, ale Andrzej trzymał ją od tyłu, w silnym uścisku, u góry rękami, na dole zaś zaplatał swoje nogi o jej. Zauważyła jak jej cipeczka jest goła, a dłoń Andrzeja próbująca ją utrzymać znajduje się niedaleko niej, na brzuchu. Już chciała krzyknąć na niego, ale on jakby ze zniecierpliwieniem zatkał jej buzię drugą dłonią.

– Spokojnie – szepnął – weź się w garść, to ci przejdzie. No spróbuj zapanować choć raz nad sobą.

Te słowa jeszcze bardziej ją zdenerwowały, wyrywała się jak tylko mogła niemal nie dbając o swą nagość, ale praktycznie nawet nie mogła się poruszyć. W tej kotłowaninie znalazła się plecami do niego i poczuła, jak przywiera do niej swym potężnym w porównaniu do niej ciałem. On przytrzymywał ją objętą w pół, drugą dłonią zasłaniając jej usta, a swoje nogi zawinął o jej, tak, że nie mogła nimi poruszyć i miała je lekko rozwarte.

– Uspokoisz się w końcu?! – podniósł na nią głos, jednak nic to nie dało. Jego dłoń powędrowała na wnętrze jej rozwartego uda, tak by mógł lepiej ją przytrzymać. Agnieszka obserwowała to z napięciem widząc jak jej malutka, delikatna, całkowicie odsłonięta cipeczka jest tuż obok. Widziała, że Andrzej też to widzi, więc dalej się szamotała w próbach wyswobodzenia.

– Nie pozostawiasz mi wyboru – usłyszała i zobaczyła jak jego dłoń przesuwa się w górę uda w stronę jej szparki. Obserwowała to z zapartym tchem i czując jak nic nie może na to poradzić, że ją złapie za cipkę, zaczęła rzucać się jak węgorz. Ale Andrzej tym mocniej ją przytrzymał, patrząc na nią jakby dostała ataku furii który trzeba opanować. Jego dłoń mocniej zacisnęła się na jej udzie tuż przy bezbronnej muszelce, jakby chcąc je przytrzymać. A po chwili stało się… niemal zapłakała, gdy poczuła jego męskie palce na swej szparce, jak zaczynają jej tam robić co chcą, a ona nic nie może poradzić. Czułą jak gładzi ją tam szepcąc do ucha – ciiiii, cichutko, już dobrze. – Popatrzyła w dół. Widziała jak jego dłoń jest potężna w porównaniu do jej malutkiej bezbronnej cipki. Jak jego palce gładzą jej intymną skórkę, z maksymalną czułością, z jaką takie toporne paluchy potrafią. Zobaczyła kątem oka jak chyba trochę bawi go takie uciszanie jej i tym bardziej nie chciała się poddawać. Cała czuła się w tym momencie tak bardzo zdominowana. Nie mogła wykonać prawie najmniejszego ruchu mimo histerycznych prób. Była taka słabiutka w porównaniu do niego, że nie robiły one na nim prawie żadnego wrażenia i co gorsza… chyba go nawet rozbawiały. Ona się wściekała, a on spokojnie bez przeszkód głaskał ją tam, łapał w palce, lekko miętosił jej wargi i jeszcze na dodatek był zadowolony, że łączy przyjemne z pożytecznym. I te jego wkurzające – ciii, zaraz ci przejdzie – które sprawiało, że tym bardziej była rozjątrzona i gdyby tylko nie te impulsy przyjemności, które coraz mocniej i mocniej docierały do niej od jej muszelki, gdyby tylko nie to, jak ten widok jego silnej dłoni w tamtym jej delikatnym miejscu powodował u niej dreszcze, to pewno wyszła by już z siebie. Ale ciągle próbowała się wyrywać. Nie chciała dawać mu tej satysfakcji. Nie mogła pozwolić na to, by okazało się że ten jego sposób na uspokajanie jej to to, co działa. Niemal już udało jej się przesunąć swoją dłoń na jego drażniące je tam łapsko i robiące co chce z jej odsłoniętym wbrew jej woli wrażliwym maleństwem. Chciała go strzepnąć z siebie, ale pomimo wstydu, jej malutkie palce tylko głaskały jego paluchy, jakby wspomagając w tym bezczelnym dziele, które jej fundował.

Ale dalej nie mogła dać w pełni za wygraną. Jej uda były przytrzymywane szeroko i ciągle starała się je bezsilnie zacisnąć, choć jej usiłowania były coraz rzadsze i coraz mniej zaciekłe. Jakby starała się przypomnieć mu, że to jest wbrew jej woli. Ale sama już nie wiedziała czy tak było. Niemal z zapartym tchem obserwowała jak jego palec zbliża się do jej szparki od dołu, a gdy gładził ją przez całą jej długość niemal mdlała. Poczuła od tyłu na tyłku, jak pod dżinsami jego członek prężnieje niebezpiecznie. Trochę ją to przeraziło. Przecież to był Andrzej, kolega z pracy, u którego nie mogła znieść, że dostaje więcej niż ma zasług. A teraz jeszcze na dodatek miał dostać ją? Miał sobie wejść w nią i poużywać? I była wściekła na siebie, że czując na tyłku jego szowinistyczne centrum, nie mogła opanować się, by swą naga pupą nie przejechać po nim. Była tym bardziej wściekła, że nawet kilka razy, w nocy podczas swych fantazji kilka razy zdarzyło się, że Andrzej bezczelnie na ułamek sekundy się w nich pojawił. Ale nawet wtedy była na tyle silna, by się zmusić i po wiedzieć sobie stanowczo „NIE, NIE, NIE. Temu panu dziękujemy. Tylko nie on” a potem była z siebie dumna, że jej się udało opanować. A teraz nie dość, że on głaskał ją po cipce, tak bezczelnie sobie ją sobie najpierw dla swej dłoni otwierając, to jeszcze dodatkowo to wspomnienie tych klapsów, które od niego dostawała sprawiało jej taką przyjemność. I jeszcze ta jego zadowolona, pełna pewności siebie mina dopełniały reszty. Jej oddech przyśpieszał coraz bardziej. A gdy zauważyła, że jego palec, jeżdżąc ciągle po brzegach jej warg przymierza się do wtargnięcia w nią, niemal omdlała. Jedyną pozytywną rzeczą było to, że była ubezwłasnowolniona i nie musiała ponosić pełni winy.

– Już trochę spokojniejsza? – zapytał luzując dłoń na jej ustach. Agnieszka nie za bardzo mogła wydusić z siebie słowo z ciągle drażnioną szparką, w oczekiwaniu na bycie penetrowaną. Jedynie ciągle unieruchomiona siłą patrzyła w dół z przejęciem. Nic nie odpowiadała. Nie chciała się przyznawać, że jej tak dobrze, pomimo, że było to widać. Ale Andrzej nie był litościwy. – To jak? Włożyć tam…? to ulży ci bardziej… – to było perfidne. Wiedział, że się nie będzie mogła oprzeć, ale potwierdzenie oznaczało pełną akceptację jego postępowania, że to on miał rację mówiąc, że wymaga uspokojenia i że jego metoda jest tym, czego ona potrzebuje. Agnieszka ciągle była pod wpływem ciarek przechodzących całe jej ciało, gdy tak głaskał ją sobie po czubkach warg, nie wiedziała jakie słowa ma z siebie wydusić. W końcu z jej ust wydobyło się jakieś niekształtne:

– N… n… Tylko… tylko troszeczkę… – skapitulowała w najbardziej niebezpośredni sposób, jaki się dało, ale już nie mogła się doczekać. Andrzejowi nie trzeba było powtarzać. Wsunął palec zdziwiony jak dużo tam jest wilgoci. Agnieszka czuła niemal każdy kolejny milimetr jak głęboko Andrzej w nią wnika. Była teraz jego. W tej chwili oddawała mu wszystko zalewając jego dłoń intymnymi sokami. Aż była zdziwiona jak szybko to przyszło, przyszło i trzymało. Jej biodra drgały w konwulsjach, a szparka zaciskała się na jego palcu. Chwilę tak chłonęła pełnię odczuć, których teraz doświadczała i… minęło.

Czuła dalej jak jego palec wbija się w nią i wysuwa, ale ona była już po. Z jej twarzy zeszły emocje, popatrzyła na Andrzeja i najspokojniejszym tonem na jaki mogła się zdobyć, powiedziała:

– Już jestem spokojna.

– Ale jak to…? – zapytał nie przestając ją przewiercać. Czuła także jak ociera się penisem o jej tyłek coraz bardziej natarczywie.

– No tak po prostu, czy możesz mnie już puścić? – Andrzej nie przestawał jej atakować, ale chyba stracił odrobinę rezonu. – No chyba nie chcesz mnie zgwałcić? I to na służbie? Przecież panujesz nad sobą? Czy nie za bardzo? – nie mogła się powstrzymać przed wbiciem mu szpilki za poprzednie dogryzanie jej jako osobie nie kontrolującej się w pełni – więc możesz łaskawie rozluźnić ten uścisk i zaprzestać molestowania mnie? Bo mi niewygodnie – Andrzej z miną pełną dezaprobaty i zawodu uwolnił ja w końcu i zabrał swe dłonie. – Oczywiście możesz spać tu obok w łóżku, jakoś się zmieścimy – dokończyła miłym tonem, ściągając brzegi swej koszulki w dół jak mogła najbardziej i zaciskając uda.

Widać było, że Andrzej jest niezadowolony. W spodniach miał ciągle namiocik. Wiercił się co chwilę, co wywoływało drobne uczucia radości u Agnieszki. Na dodatek bliskość jej ciała działała cały czas na niego tak, że nie mógł się rozluźnić. W końcu coś tam mamrocząc pod nosem nie wytrzymał, zszedł z łóżka, rozłożył koc i położył się na nim. Agnieszka czuła ciągle trochę złości na siebie, za to jak uległa i okazała swą słabość, ale mieszane to było z odczuciami zadowolenia wynikającymi ze świadomości jak Andrzej teraz cierpi odpokutowując „krzywdy” jakie jej wyrządził. Przewróciła się na bok i po krótkim czasie zasnęła.